<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Opowiadania &#8211; Anime Fandom</title>
	<atom:link href="https://a-f.pl/kategoria/opowiadania/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://a-f.pl</link>
	<description>Recenzje anime, fantastyka, manga</description>
	<lastBuildDate>Sun, 17 May 2020 12:20:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
	<item>
		<title>Wampir</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/wampir/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:41:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=403</guid>

					<description><![CDATA[Od autorki : Postać Wampira Lestata de Lioncourt została zaczerpnięta z Kronik Wampirzych Anne Rice i przyznaję się do tego bez bicia. Jeśli kogoś uraziłam umieszczając go tu, to bardzo przepraszam. PROLOG &#8211; Oh, ja naprawdę nie wiem o co panu chodzi, nie jestem żadna&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Od autorki : Postać Wampira Lestata de Lioncourt została zaczerpnięta z Kronik<br />
Wampirzych Anne Rice i przyznaję się do tego bez bicia.  Jeśli kogoś<br />
uraziłam umieszczając go tu, to bardzo przepraszam.</p>
<p>PROLOG</p>
<p>&#8211; Oh, ja naprawdę nie wiem o co panu chodzi, nie jestem żadna Miriam .<br />
Drobna kobieta w żółtej sukience do ziemi i w zielonym sweterku stała na<br />
ulicy trzymając małe dziecko, około pięcioletnie, za rękę . Rozmawiała z<br />
wysokim mężczyzną w podniszczonym czarnym płaszczu, ciemnych jeansach i ciężkich<br />
butach na nogach . Ręce miał w kieszeniach, głowę lekko opuszczoną .</p>
<p>&#8211; Miriam to piękne imie . . . Taak . . . piękne . . . &#8211; niemal zasyczał i zaczął powoli<br />
obchodzić kobietę dookoła . Stanął za nią i delikatnie odsunął ramiączko<br />
sukienki i sweterek . Kobieta stała przerażona nie mogąc wykrztusić słowa,<br />
dziecko stało koło niej bawiąc się sznurkiem wiszącym mu z kurtki .</p>
<p>&#8211; Ratunku gwał . . . ! &#8211; krzyknęła jednym tchem lecz nie dość szybko .</p>
<p>&#8211; Mrau . &#8211; osobnik jednym szybkim ruchem schylił się i zanurzył zęby w jej<br />
ciele .</p>
<p>ROZDZIAŁ I</p>
<p>Pokój hotelowy był obskurny . Tapeta w jednym z rogów była zdarta . Była<br />
kiedyś zapewne biała, lecz teraz miała kolor żółci . W kącie pokoju stał<br />
stolik a przy nim stare krzesło, w drugim zaś wiekowe łóżko z niezbyt<br />
świeżą pościelą . Na nim siedział wampir z łokciami na kolanach i głową<br />
opartą o dłonie . Proste blond włosy do ramion opadało swobodnie . Po chwili<br />
wstał ukazując piękną twarz, bladą lecz teraz lekko zarumienioną krwią<br />
dopiero co spożytej ofiary . Patrzył w okno zielonymi, zamyślonymi oczami . Miał<br />
około 185 cm wzrostu, był szczupły, lecz lekko zgarbiony, jakby przytłoczony<br />
wiecznością i tym, co przeżył . Gdy go przemieniono go w wampira miał około<br />
18 lat, nie można było określić ile ma naprawdę .</p>
<p>&#8211; Bu .<br />
Wampir aż podskoczył, zdziwiony, ze ktoś wszedł do pokoju, a on tego nie usłyszał<br />
ani nie wyczuł . Co najdziwniejsze, myśli owej istoty były dla niego całkowicie<br />
zamknięte! Odwrócił się powoli i spojrzał na łóżko . Siedziała na nim<br />
wampirzyca, niewiele młodsza od niego w chwili zamiany w wampira, posiadająca<br />
czarne włosy, trochę dłuższe od jego własnych i brązowe oczy, nieco<br />
rozbawione widokiem zdziwionego wampira . Oprócz tego była bardzo piękna,<br />
niewysoka i szczupła . Wampir chciał jej dotknąć, zobaczyć, czy jej skóra<br />
jest miękka, chciał pogładzić jej włosy . Odwrócił wzrok, zawstydzony,<br />
kiedy zdał sobie sprawę, że czyta w jego myślach .</p>
<p>&#8211; Jestem Derei . &#8211; wstała, wyciągnęła do niego rękę i uśmiechnęła się<br />
delikatnie i przymilnie . Miała nie więcej niż 170 cm .<br />
Wampir stał patrząc na nią, poruszony tak ludzkim zachowaniem .</p>
<p>&#8211; Co nazywasz &#8222;ludzkim zachowaniem&#8221;?Przecież zachowaliśmy wiele<br />
ludzkich cech . Popatrz np . na siebie . Jesteś zazdrosny, czyż to<br />
nie ludzkie zachowanie?Wampiry zawsze będą w jakiejś cześci<br />
ludzkie i należy się z tym pogodzić, kochany .<br />
Tym razem nie odwrócił się zawstydzony, tylko uśmięchnął się do<br />
niej i uścisnął jej rękę .</p>
<p>&#8211; Nazywam się Daniel i jestem bardzo ciekaw, jakim cudem się<br />
tutaj znalazłaś? &#8211; zapytał, bardzo ciekawy odpowiedzi, czekał na<br />
nią od chwili gdy ją zobaczył .</p>
<p>&#8211; Chciałam poznać najbardziej znanego wampira w Londynie .<br />
Daniel spojrzał na nią, nie ukrywając zdziwienia . Najbardziej<br />
znany, on?Przecież odkąd ty przybył nie spotkał żadnego<br />
umarłego!</p>
<p>&#8211; Tak, ty, Danielu . Wszyscy o tobie mówią, we wszystkich barach i<br />
klubach, na ulicach, wszędzie . Wszyscy mówią o łobuzie, który za<br />
wszelką cenę chce zdradzić tajemnicę naszego gatunku .</p>
<p>&#8211; Co?!Chyba się pomyliłaś, wcale nie chcę zdradzić tajemnicy<br />
naszego gatunku! &#8211; krzyknął niemal z oburzeniem .</p>
<p>&#8211; No tak . . . A jak nazwiesz zostawianie zwłok ofiar gdzie<br />
popadnie, zabijanie przy świadkach, demonstrowanie swojej mocy<br />
przy śmiertelnikach?! I, przepraszam bardzo, mógłbyś nie odnosić<br />
się do mnie tym tonem? Taka jest prawda, wszystkie wampiry w<br />
mieście mówią o tobie, odkąd twoja noga stanęła w Londynie!<br />
Daniel stał na środku, oburzony, z mieszanymi uczuciami . Ale<br />
teraz, kiedy się nad tym głebiej zastanowił, może zachowywał<br />
się zbyt nieostrożnie .</p>
<p>&#8211; Cóż, cieszę się, że zrozumiałeś . To by było na tyle, radze,<br />
żebyś bardziej uważal na przyszłość . Do zobaczenia . &#8211; powiedziała<br />
i wyszła z pokoju jakby nigdy nic .<br />
Daniel stał nieruchomy, rozmyślając na tym, co usłyszał .</p>
<p>ROZDZIAŁ II</p>
<p>Wampir siedział przy stoliku w ciemnym barze . Przed nim stała<br />
lampka z winem, zupełnie nie ruszona . Nie zwracał na siebie<br />
najmniejszej uwagi, obserwował tylko innych . Rozmyślał nad tym,<br />
gdzie są inne wampiry . Gdzie jest Derei?<br />
Nagle poczuł na sobie czyjiś wzrok . Popatrzał w kierunku kąta<br />
baru i zamarł . Siedział tam wampir, z krótkimi czarnymi włosami<br />
i bardzo ciemnymi, zielonymi oczami . Miał młodą twarz, jednak<br />
nie było na niej śladu młodzieńczego wyrazu . Wyglądała bardzo<br />
wiekowego .<br />
Patrzał on wyraźnie na Daniela . Wyraz jego twarzy zaczął się<br />
zmieniać, pojawił się na niej grymas wściekłość, czy raczej<br />
nienawiści .</p>
<p>&#8211; Wyjedź z Londynu . &#8211; usłyszał głos w swojej głowie . Powiedział to<br />
ten wampir, był tego pewien .</p>
<p>&#8211; Nie mam zamiaru . &#8211; odpowiedział mu szorstko i z determinacją .</p>
<p>&#8211; Jesteś głupcem . &#8211; zasyczał wampir i jakaś osoba zasłoniła<br />
Danielowi go na chwilę, a kiedy odeszła, nienznajomy zniknął .<br />
Daniel posiedział jeszcze chwilę i wstał, kładąc kilka<br />
banknotów na stół .</p>
<p>*</p>
<p>Szedł ulicą zastanawijąc się nad tym, co go spotkało w<br />
najbliższym czasie . Nie miał zamiaru się stąd wyprowadzać, nie<br />
teraz, kiedy zaczyna się coś dziać . Nie bał się tych wampirów,<br />
ani trochę . Niemal czekał, kiedy będzie mógł spotkać się z nimi,<br />
a nawet zmierzyć .<br />
Poszedł do parku i usiadł na pierwszej lepszej ławce . Nigdzie<br />
nikogo nie było, wyczułby gdyby ktoś się znajdował<br />
niedaleko . Zamknął oczy, chcąc się oderwać od świata .</p>
<p>&#8211; Bu .</p>
<p>Teraz Daniel rozpoznał ten głos .</p>
<p>&#8211; Derei . &#8211; powiedział cicho i otworzył oczy .<br />
Jednak nie była sama, koło niej stał wampir . Miał kręcone blond<br />
włosy do ramion, szare oczy, około 190 cm wzrostu i był<br />
szczupły . Uśmiechnął się tak jakoś dziwnie .</p>
<p>&#8211; Witaj Danielu, przyszliśmy z tobą porozmawiać . To jest Lestat<br />
de Lioncourt . &#8211; wskazała na blondwłosego wampira .</p>
<p>&#8211; Derei &#8211; zaczął cicho . &#8211; mogłabyś nas zostawić? &#8211; nie odrywał wzroku<br />
od Daniela .<br />
Derei wydawała się oburzona tym, że ktoś chce się jej pozbyć,<br />
jednak prawie natychmiast zniknęła bez słowa .</p>
<p>&#8211; Jesteś taki jak ja . &#8211; powiedział z uśmiechem . &#8211; Podoba mi się<br />
to . Wampiry z Lodynu są słabe, pokonamy je razem . Czy przyłączysz<br />
się do mnie?</p>
<p>Daniel był wstrząśnięty taką bezpośrednością, popatrzał na<br />
niego niepewnie .</p>
<p>&#8211; Tu i teraz? &#8211; zapytał Daniel i popatrzał mu głęboko w oczy .</p>
<p>&#8211; Tak, mój przyjacielu . &#8211; jednym ruchem porwał go w ramiona i z prędkością światła unieśli się w niebo .</p>
<p>ROZDZIAŁ III</p>
<p>Daniel obudził następnej nocy . Wyszedł powoli z trumny i<br />
rozjerzał się po pomieszczeniu . Wyglądało na jakąś piwnicę,<br />
stały tutaj skrzynki, były półki z przetworami . Lestata nie<br />
zobaczył nigdzie, więc ruszył do wyjścia . Szarpnął za drzwi i<br />
otworzyły się ze skrzypnięciem . Bez wątpienia znajdował się w<br />
zwykłym domu śmiertelnych . Szedł korytarzem, zaglądając do<br />
pokoi . Nagle wyczuł obecność Lestata w ostatnim, więc bez<br />
wachania wszedł do niego . Wampir stał przy oknie, oparty<br />
łokciami o parapet . Blond włosy błyszczały w świetle lampy .</p>
<p>&#8211; Gdzie jesteśmy? &#8211; zapytał, patrząc na jego plecy .<br />
Lestat odwrócił się powoli i spojrzał na niego z uśmieszkiem .</p>
<p>&#8211; Na przedmieściach Londynu . &#8211; odpowiedział mu krótko . &#8211; Lepiej idź<br />
zapolować, ta noc będzie bardzo męcząca . &#8211; uśmiechnął się, pokazując kły .</p>
<p>Daniel wyszedł za radą nowego znajomego . Ulica była pusta, a<br />
domy uśpione . W świetle latarni wszystko wydawało się jakieś<br />
takie tajemnicze .</p>
<p>Autor opowiadania: Ember.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kamienne Serce</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/kamienne-serce/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:37:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=400</guid>

					<description><![CDATA[Rozdział I &#8211; Carolina, zobacz. Idzie Carlos Daniel. Idź z nim porozmawiać! &#8211; powiedziała Nety(czyt. Neti) do swej koleżanki. Carolinie od dawna podobał się Carlos Daniel ale wstydziła się nawet do niego podejść. Od razu się rumieniła. Zawsze. Ale była dobrą dziewczyną. Miała 19 lat&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Rozdział I</p>
<p>&#8211; Carolina, zobacz. Idzie Carlos Daniel. Idź z nim porozmawiać! &#8211; powiedziała Nety(czyt. Neti) do swej koleżanki. Carolinie od dawna podobał się Carlos Daniel ale wstydziła się nawet do niego podejść. Od razu się rumieniła. Zawsze. Ale była dobrą dziewczyną. Miała 19 lat i pochodziła ze zwykłej (nie biednej ale i nie nadzwyczajnie bogatej) rodziny. Za to on&#8230; był bogaty. Kochała go nie dlatego że miał pieniądze. Kochała go dlatego że był miły, dobry, pomagał innym. Był po prostu uczciwym chłopakiem.<br />
&#8211; Nie. Nety ja nie mogę. Dobrze wiesz co się ze mną dzieje gdy próbuję nawiązać z nim jakiś kontakt. Zawsze coś mi nie wychodzi&#8230; &#8211; posmutniała. &#8211; A teraz&#8230;. kończymy szkołę. Pewnie już go nigdy nie zobaczę&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Więc idź do niego!<br />
&#8211; Nie! Już postanowiłam. To koniec. &#8211; szepnęła i wyszła ze szkoły. Był to ostatni dzień. Straciła kolejną, niestety już ostatnią szansę walki o swą miłość.</p>
<p>&#8211; Cześć Mamo! &#8211; krzyknął Carlos Daniel wchodząc do swego wielkiego domu.<br />
&#8211; Już jesteś! Mówiłeś że wrócisz później. &#8211; przywitała go matka. Mimo wieku wciąż była piękną kobietą.<br />
&#8211; Wiem ale&#8230; &#8211; posmutniał.<br />
&#8211; Co się stało?<br />
&#8211; Nie, nic. &#8211; powiedział i poszedł do swego pokoju. Położył się na kanapie i włączył telewizor.<br />
&#8211; Carlosie! Wstań! &#8211; chłopak usłyszał stanowczy głos swego ojca. &#8211; W dzień się nie śpi!<br />
&#8211; Tato&#8230; jestem zmęczony&#8230;.<br />
&#8211; Czym?! Dziś nie było lekcji!<br />
&#8211; Jestem zmęczony tym że zawsze wszystko mi się nie udaje!! &#8211; wybuchł. &#8211; Zmęczony porażkami! Zmęczony życiem!!!<br />
&#8211; Porażkami? Mówiłem żebyś nie chodził do szkoły publicznej! Sprowadzi ona na ciebie tylko same nieszczęścia.<br />
&#8211; Tato, zrozum! Nie lubię być w centrum wydarzeń. Nie chcę się zachowywać jak jakiś&#8230;. bogaty bufon który zadziera nosa i myśli że jest ważniejszy od innych tylko dla tego że ma pieniądze.<br />
&#8211; Więc jak chcesz się zachowywać?<br />
&#8211; Jak normalny człowiek który nie myśli TYLKO o pieniądzach.<br />
&#8211; Masz je.<br />
&#8211; Ale nie są dla mnie 'niezbędne&#8217; do życia tak jak całej reszcie mojej rodziny.<br />
&#8211; Nieważne&#8230; wstań wreszcie. Ja idę do twojej matki. &#8211; wyszedł z pokoju syna.</p>
<p>&#8211; Federicko, rozmawiałeś z Carlosem Danielem?<br />
&#8211; Tak&#8230; czasami mam wątpliwości czy to nasz syn.<br />
&#8211; Nie mów tak!<br />
&#8211; Dla niego pieniądze są absolutnie nie potrzebne do codziennego życia!<br />
&#8211; To źle?<br />
&#8211; Tak bo kto będzie kierował fabryką i firmą &#8222;Las Vias&#8221; po mojej śmierci?!<br />
&#8211; Nie myśl o śmierci! Na boga! Możesz być przynajmniej pewny że nie wyrzuci tych pieniędzy w błoto. A kierować fabryką może kto inny.<br />
&#8211; Niby kto?!<br />
&#8211; Nie zapominaj o tym że masz jeszcze drugiego syna! Martin może i jest młodszy od Carlosa Daniela o te dwa lata ale umie się znaleźć w biznesie.<br />
&#8211; To mały smarkacz.<br />
&#8211; Ale jest twoim synem. Nie zapominaj o tym.<br />
&#8211; Matilde, posłuchaj&#8230;.<br />
&#8211; Nie! To ty posłuchaj! Nie możesz wyróżniać Carlosa Daniela. Musisz ich oboje traktować jednakowo.<br />
&#8211; Tak, wiem.<br />
&#8211; Mamo, idę pobiegać. &#8211; przerwał im Carlos.<br />
&#8211; Dobrze. &#8211; po tych słowach matki, chłopak wyszedł z wielkiego domu rodziny Del Amar.</p>
<p>&#8211; Nety, teraz dla mnie już prawie nic nie ma sensu&#8230;. &#8211; mówiła Carolina idąc przez park.<br />
&#8211; Posłuchaj, Carlos Daniel nie jest jedynym mężczyzną na świecie! Na pewno poznasz kogoś innego. Zakochasz się na nowo.<br />
&#8211; Może i nie jest jedynym mężczyzną na świecie ale kocham właśnie jego! To takie trudne do zrozumienia? Nigdy nie byłaś zakochana?<br />
&#8211; Może i nie byłam ale nie popieram takiej miłości.<br />
&#8211; Takiej znaczy jakiej?!<br />
&#8211; Niemożliwej.<br />
&#8211; Dlaczego według ciebie moja miłość do Carlosa Daniela jest niemożliwa.<br />
&#8211; Bo pochodzicie z różnych światów. Ty jesteś zwykłą dziewczyną a on&#8230; jest bogaty.<br />
&#8211; Dla mnie pieniądze się nie licz&#8230;.. au! &#8211; Carolina upadła na ziemię popchnięta przez kogoś od tyłu. Winowajca także się przewrócił.<br />
&#8211; Jak chodzisz, baranie?! &#8211; krzyknęła Nety. Carolina dopiero po wstaniu z ziemi rozpoznała chłopaka który ją potrącił.<br />
&#8211; Bardzo przepraszam. To było przypadkiem. &#8211; usprawiedliwiał się.<br />
&#8211; Carlos Daniel. &#8211; Carolina była zaskoczona. Zaskoczona, zawstydzona, zarumieniona&#8230; dostała od boga szanse której tym razem nie miała zamiaru stracić.</p>
<p>Rozdział II</p>
<p>&#8211; Carolina del Paz. &#8211; Carlos Daniel poczuł coś. Coś w sercu. Poczuł uczucie, lecz nie wiedział, czy to miłość, czy zauroczenie pięknem dziewczyny. &#8211; Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Niezdara ze mnie.<br />
&#8211; Nie, to ja przepraszam. Szłam powoli po drodze. &#8211; po chwili Carolina zobaczyła na ziemi swój szkolny zeszyt. Schyliła się po niego tak samo jak i Carlos Daniel. Przez przypadek nawzajem dotknęli swych rąk. Zarówno chłopak jak i dziewczyna zarumienili się.<br />
&#8211; Proszę. &#8211; wręczył Carolinie małą karteczkę. &#8211; To mój numer. &#8211; zawstydził się. &#8211; Ja&#8230; już sobie pójdę&#8230;.<br />
&#8211; Dziękuję. Cześć. &#8211; i każdy ruszył w swą stronę.<br />
&#8211; Widzisz? &#8211; powiedziała Nety gdy Carlos Daniel pobiegł. &#8211; Dostałaś drugą szansę! Masz jego numer telefonu!<br />
&#8211; Wiem! Udało się! Nareszcie!! &#8211; cieszyła się Carolina.<br />
&#8211; Zadzwonisz do niego?<br />
&#8211; Jeszcze nie wiem. Może&#8230;. za kilka dni&#8230;..<br />
&#8211; Za kilka dni?! Zadzwoń jutro!<br />
&#8211; Żeby sobie coś pomyślał?!<br />
&#8211; Dziewczyno, posłuchaj! Widziałam jak na ciebie patrzył! Podobasz mu się!<br />
&#8211; Nie prawda.<br />
&#8211; Mówię przecież! On się w tobie zakochał!!!<br />
&#8211; Tak myślisz? &#8211; zapytała z niedowierzaniem.<br />
&#8211; Było widać błysk w jego oku! I sposób w jaki z tobą rozmawiał! On cię kocha!</p>
<p>Kilka dni później&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Federicko, widziałeś Carlosa Daniela? &#8211; zapytała Matilde.<br />
&#8211; Tak&#8230; jest jakiś taki dziwny&#8230; rozkojarzony&#8230;&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Zdaje mi się że się zakochał.<br />
&#8211; Tak sądzisz?! Mam nadzieję że to dziewczyna z wyższych sfer.<br />
&#8211; Dla mnie to nie ma różnicy.<br />
&#8211; Przecież nie weźmiemy do rodziny jakiejś biedaczki.<br />
&#8211; Nie jest biedaczką. &#8211; do salonu wszedł Carlos Daniel.<br />
&#8211; Synku&#8230;.<br />
&#8211; Moglibyście mnie zapytać wprost a nie spiskować potajemnie.<br />
&#8211; My tylko rozmawiamy. &#8211; wzburzył się ojciec.<br />
&#8211; Więc dla waszej wiadomości to &#8222;nie jest biedaczką&#8221;.<br />
&#8211; Czy możemy poznać jej nazwisko? &#8211; zapytał ironicznie ojciec.<br />
&#8211; Paz.<br />
&#8211; Paz. &#8211; powtórzył Federicko. &#8211; Pospolite nazwisko. Więc jednak biedaczka.<br />
&#8211; Mam tego dość! Czy wam u diabła zależy tylko na pieniądzach?! Nie dopuszczacie do siebie myśli że wasz syn mógłby wyjść za normalną dziewczynę!!!<br />
&#8211; Nigdy nie pozwolę aby wykorzystała cię jakaś dziewczyna której zależy tylko na pieniądzach!<br />
&#8211; Jej nie zależy na pieniądzach. Jest dobra.<br />
&#8211; I ty jej wierzysz?! &#8211; ojciec nie uzyskał odpowiedzi. Carlos Daniel wybiegł trzaskając drzwiami.<br />
&#8211; Hej młody! &#8211; chłopak krzyknął do swego młodszego brata, Martina który właśnie wchodził do domu.<br />
&#8211; Hej. Co u rodziców?<br />
&#8211; Sam zobacz. &#8211; powiedział i wyszedł z domu. Był już wieczór. Carlos Daniel poszedł na puste boisko szkolne. Usiadł na stole do ping-ponga(jak gustownie ^^&#8221;), i myślał.<br />
&#8211; &#8222;Co mam robić? Mam zrezygnować ze swej miłości tylko dla tego że ojciec tego chce? Czy mam go posłuchać i dać sobie spokój&#8230;.&#8221; &#8211; myślał nad tym ponad godzinę wpatrując się w okrągły księżyc, oświetlający miasto. Postanowił wracać. Przechodząc przez uliczki napotkał na przeszkodę. Zobaczył trzech chłopaków w jego wieku.<br />
&#8211; O cholera&#8230;. &#8211; zaklął.<br />
&#8211; O&#8230;! Kogo tu widzimy&#8230;. &#8211; odezwał się pierwszy.<br />
&#8211; To ten co to mu niby na pieniążkach nie zależy. &#8211; zakpił drugi.<br />
&#8211; Co tu robisz o tej porze&#8230;..?<br />
&#8211; Odwalcie się. &#8211; próbował ich ominąć.<br />
&#8211; Do nas się tak nie mówi. &#8211; powiedział ostatni i nakazał pozostałym aby trzymali Carlosa Daniela. Sam uderzył go z całej siły w brzuch. Chłopak upadł na ziemię. Tamci zaczęli go kopać. Po chwili był cały we krwi. Czuł ból jakiego dotąd nie znał. Bandyci spostrzegli że nagle przestał się ruszać.<br />
&#8211; Czekajcie! On&#8230;. chyba&#8230;..<br />
&#8211; Uciekajmy!!!</p>
<p>Rozdział III</p>
<p>&#8211; Ughhh&#8230; ehh&#8230;&#8230;. &#8211; Carlos Daniel przewracał się po chodniku i usiłował wstać. Na próżno. Bolała go każda część ciała. Poczuł straszny ból w ręce. Najprawdopodobniej była złamana. &#8211; Pomocy&#8230;.. &#8211; szeptał. Próbował krzyczeć lecz brakowało mu sił. Usłyszał nadjeżdżający samochód. Zatrzymał się. &#8211; Ratunku&#8230;&#8230;. pom&#8230;. pomoc&#8230;&#8230;pomocy&#8230;. &#8211; tymczasem z samochodu wyszedł jakiś mężczyzna z kobietą.<br />
&#8211; Alvaro, zawiadom pogotowie. Ten chłopiec został strasznie pobity. &#8211; po chwili Carlos usłyszał piszczenie radiowozu policyjnego i ambulansu. Przełożono go na nosze na których zasnął.</p>
<p>DRYŃŃŃ!! DRYŃŃŃ!!<br />
&#8211; Kto to może być o tej porze?! &#8211; Matilde szła zaspana do telefonu. &#8211; Słucham? Tak. To mój syn.<br />
&#8211; Pani syn został napadnięty. Leży w szpitalu. Walczy o życie.<br />
&#8211; Co?! Nie&#8230;. &#8211; kobieta upuściła słuchawkę. &#8211; Federicko, musimy jechać do szpitala&#8230;.. nasz syn umiera&#8230;&#8230;!!!</p>
<p>&#8211; &#8222;Carlos&#8230; Carlos Daniel&#8230; tak chciałabym ci wyznać to co do ciebie czuję&#8230;.. a jeśli ty mnie nie kochasz? A jeśli nie będziesz się ze mną spotykał ze względu na to że nie jestem tak bogata jak ty? Nie&#8230; przecież tobie także nie zależy na pieniądzach&#8230;&#8221; &#8211; Carolina leżąc w łóżku myślała o ukochanym<br />
&#8222;&#8230;..noc&#8230;.. ona, sama&#8230; w ciemnym pomieszczeniu&#8230;&#8230; łzy spływają jej po policzkach&#8230;.. klęczy&#8230; nad kimś&#8230;.. nad mężczyzną którego twarz widzi zamazaną&#8230;&#8230; lecz widzi że jest cały pokrwawiony&#8230;&#8230; nagle twarz staje się przejrzysta&#8230;&#8230; to Carlos Daniel okazuje się martwym mężczyzną&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8221;<br />
&#8211; Aaaa! &#8211; Carolina obudziła się. &#8211; Już&#8230;. spokojnie&#8230;. to był tylko zły sen&#8230;&#8230; &#8211; spojrzała na zegarek. &#8211; No nie! Już tak późno?! Spóźnię się na spotkanie z Nety&#8230;.. &#8211; ubrała się, zjadła śniadanie i wyszła do przyjaciółki.</p>
<p>&#8211; Co z nim? &#8211; zapytała lekarza, matka Carlosa Daniela.<br />
&#8211; Jest ciężko pobity. Ma złamaną rękę i bardzo wiele siniaków. Niestety musiał upaść i uderzyć się w głowę. Jeszcze nie wiadomo czy nie będzie to miało żadnych konsekwencji.<br />
&#8211; Znaczy.. że co może się stać&#8230;?<br />
&#8211; Niestety mógł stracić pamięć lub władzę w oczach&#8230;.<br />
&#8211; Chce pan powiedzieć że mój syn jest niewidomy?!<br />
&#8211; Jest takie prawdopodobieństwo.<br />
&#8211; Boże, nie! &#8211; zrozpaczona Matilde wybiegła do kaplicy szpitalnej.</p>
<p>&#8211; Nety!! &#8211; Carolina przywitała koleżankę.<br />
&#8211; Carolina, mam złą wiadomość.<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; Zobacz. &#8211; powiedziała i wręczyła dziewczynie gazetę. Na pierwszej stronie znajdował się artykuł z wielkim tekstem &#8222;SYN ZNANEGO FILANTROPA, CARLOS DANIEL MONTERO ZOSTAŁ DZIŚ W NOCY BRUTALNIE POBITY. SĄ PRZYPUSZCZENIA ŻE WALCZY ZE ŚMIERCIĄ&#8221;.</p>
<p>Rozdział IV</p>
<p>&#8211; Nie&#8230;. nie to nie możliwe&#8230;.. Carlos&#8230;. Carlos Daniel&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Carolina, bądź dobrej myśli. Wszystko będzie dobrze. &#8211; lecz słowa pocieszenia nie pomagały.<br />
&#8211; Muszę tam pojechać&#8230;.. muszę!<br />
&#8211; Gdzie?!<br />
&#8211; Do szpitala! Tam gdzie leży mój ukochany!!<br />
&#8211; Myślisz że jego bogaci rodzice ci pozwolą do niego wejść?!<br />
&#8211; Nie obchodzi mnie to! Muszę go zobaczyć!<br />
&#8211; Idę z tobą. &#8211; stwierdziła po chwili Nety. Razem ruszyły w stronę postoju taksówek i pojechały do szpitala.</p>
<p>&#8211; &#8222;Carlos Daniel&#8230;. synku&#8230;&#8230;.&#8221; &#8211; myślała Matilde stojąc przy szybie oddzielającej ją od pokoju w którym leżał jej syn.<br />
&#8211; Muszę iść wypić kawę. Pójdziesz ze mną? &#8211; przemyślenia przerwał Federicko, ojciec Carlosa.<br />
&#8211; Nie&#8230; zostanę tu&#8230; przy moim synu.<br />
&#8211; Dobrze. &#8211; postanowił i poszedł w stronę kawiarni szpitalnej. Po chwili ktoś stanął obok Matilde. Kobieta spojrzała w stronę nieznajomej postaci.<br />
&#8211; Kim pani jest? &#8211; spytała.<br />
&#8211; Ja? &#8211; Carolina nie wiedziała co powiedzieć. &#8211; Jestem&#8230;.<br />
&#8211; To ty jesteś tą dziewczyną&#8230;.<br />
&#8211; Nazywam się Carolina. Carolina del&#8230;.<br />
&#8211; Paz.<br />
&#8211; Skąd pani zna moje nazwisko?!<br />
&#8211; Carlos Daniel mi mówił o tobie.<br />
&#8211; Jeżeli myśli pani że zależy mi tylko na jego pieniądzach&#8230;.<br />
&#8211; Nie myślę tak. Widać że jesteś dobrą dziewczyną. W innym przypadku mój syn by się w tobie nie zakochał.<br />
&#8211; Ale&#8230; &#8211; więc jednak. Carolina wreszcie miała pewność. Carlos Daniel także się w niej zakochał. Tak samo jak i ona w nim. Czuła radość a z innej strony smutek ponieważ w tym samym czasie jej ukochany walczył o życie. &#8211; Co z nim? &#8211; zapytała dziewczyna.<br />
&#8211; Na razie lekarz powiedział że&#8230;..<br />
&#8211; Kim jest ta kobieta?! &#8211; Federicko wrócił. Domyślił się że dziewczyna z którą rozmawia jego żona to ta w której zakochał się Carlos Daniel.<br />
&#8211; To przyjaciółka naszego syna.<br />
&#8211; Pewnie ta o nazwisku DEL PAZ!<br />
&#8211; Tak, to ona. To w niej zakochał się nasz syn!! &#8211; Matilde nie mogła zrozumieć dlaczego Federicko nie chciał pozwolić na związek syna z dziewczyną trochę biedniejszą od nich.<br />
&#8211; Nie zdawałem sobie sprawy z głupoty naszego syna! Posłuchaj dziewczyno! Dobrze wiem że zależy ci tylko na pieniądzach&#8230;.! &#8211; po tych słowach starszego pana Carolina nie mogła opanować swej złości.<br />
&#8211; Nie zależy mi na jego pieniądzach!!<br />
&#8211; Zniszczysz naszą rodzinę!<br />
&#8211; Federicko, opanuj się. &#8211; ostrzegła go Matilde.<br />
&#8211; Jeśli naprawdę kochasz Carlosa Daniela zostaw go! Poświęć się dla niego i nie rujnuj mu przyszłości!!!</p>
<p>Rozdział V</p>
<p>&#8211; Federicko!<br />
&#8211; Matilde, taka jest prawda!! Niech zostawi Carlosa Daniela jeśli naprawdę go kocha. &#8211; powtórzył mężczyzna a Carolina wybiegła ze szpitala pod którym czekała na nią Nety.<br />
&#8211; Carolina, co ci się stało?!<br />
&#8211; On&#8230;. wyrzucił mnie!<br />
&#8211; Carlos Daniel?<br />
&#8211; Nie. Jego ojciec.<br />
&#8211; No&#8230;. już dobrze&#8230;. uspokój się&#8230;.. wszystko będzie dobrze&#8230; zobaczysz&#8230;.<br />
&#8211; Co będzie dobrze!?<br />
&#8211; Wszystko.<br />
&#8211; Tylko tak mówisz. Z moim życiem nigdy nie jest wszystko w porządku. &#8211; płakała Carolina.<br />
&#8211; A jego mama?<br />
&#8211; To dobra kobieta. Nawet mnie broniła.<br />
&#8211; Widzisz? Jego ojciec też zrozumie swoje błędy. Chodź. Odprowadzę cię do domu.</p>
<p>Następnego dnia w szpitalu&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Carolina&#8230;.. moja Carolina&#8230;&#8230; &#8211; szeptał Carlos Daniel przez sen. Niestety jego słowa usłyszał ojciec.<br />
&#8211; Tego już za wiele?!<br />
&#8211; Czego?! &#8211; sprzeciwiła się Matilde.<br />
&#8211; Widzisz jak sobie go owinęła wokół palca?!<br />
&#8211; Oni się kochają! Zrozum!<br />
&#8211; Kochają, tam&#8230; kochają&#8230; on nie ma prawa jej kochać?!<br />
&#8211; A zastanawiałeś się nad tym jak Carlos Daniel zareaguje jak dowie się jak potraktowałeś Carolinę?!<br />
&#8211; Widzę że ciebie też omamiła ta diablica!<br />
&#8211; Ona jest po prostu dobrą dziewczyną!<br />
&#8211; Której zależy tylko na naszych pieniądzach?!<br />
&#8211; Jej nie zależy na pieniądzach tak samo jak Carlosowi.<br />
&#8211; Ygh&#8230; hgu&#8230;..ughyu&#8230;&#8230; &#8211; chłopak budził się.<br />
&#8211; Synku&#8230;! &#8211; poruszyła się Matilde.<br />
&#8211; Mamo, tato.<br />
&#8211; Jak się czujesz?<br />
&#8211; Lepiej. Stanowczo lepiej&#8230;.<br />
&#8211; Kto ci to zrobił?!<br />
&#8211; Napadli mnie. Jak wracałem do domu. Jacyś obcy ludzie mi pomogli. Była tu Carolina? Carolina del Paz? &#8211; po tym pytaniu Carlosa Daniela rodzice wymienili poważne spojrzenia.<br />
&#8211; Była tu?! &#8211; zapytał ponownie.<br />
&#8211; Nie. Nikogo nie było. &#8211; powiedział stanowczo ojciec. Chłopak odwrócił się w stronę okna. Patrzył na zewnątrz. Była piękna, ciepła pogoda.</p>
<p>Dwa tygodnie później&#8230;&#8230;..<br />
&#8211; Witaj w domu synku. &#8211; powiedziała Matilde witając wracającego ze szpitala Carlosa Daniela. Był już w pełni zdrów.<br />
&#8211; Cześć Mamo. Ja&#8230;. muszę wyjść.<br />
&#8211; Do 'niej&#8217;? &#8211; uśmiechnęła się.<br />
&#8211; Tak.<br />
&#8211; Idź.<br />
&#8211; Nie masz nic przeciwko?<br />
&#8211; Nie. To twój ojciec szaleje na punkcie pochodzenia.<br />
&#8211; Dziękuję mamo. &#8211; szepnął i wybiegł, szczęśliwy z domu. Szedł najszybciej jak tylko potrafił. Czuł się wspaniale mogąc iść już o własnych siłach. Mógł już znowu oddychać świeżym powietrzem.<br />
DING DONG!!(dzwonek od drzwi mieszkania Caroliny)<br />
&#8211; Kto tam? &#8211; Carlos Daniel usłyszał stłumiony głos swojej ukochanej.<br />
&#8211; Zgadnij. &#8211; odpowiedział a ona natychmiast go poznała.<br />
&#8211; Idź. Idź stąd. Tak będzie lepiej.<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; Idź.<br />
&#8211; Nie, otwórz mi. &#8211; cisza. &#8211; Proszę. &#8211; szepnął, a drzwi się otworzyły.<br />
&#8211; Po co przyszedłeś?<br />
&#8211; Chciałem cię zobaczyć.<br />
&#8211; Ty?! Nie możemy być razem! Jesteś bogaty.<br />
&#8211; Mi to nie przeszkadza.<br />
&#8211; Ale twojemu ojcu tak!<br />
&#8211; Ojcu? Jak to&#8230;.. &#8211; Carlos Daniel nie wiedział o co chodzi. &#8211; Był tu?<br />
&#8211; Nie. Ja byłam w szpitalu.<br />
&#8211; Przecież&#8230;..<br />
&#8211; A więc nie powiedział ci prawdy&#8230;..<br />
&#8211; Jakiej prawdy?!<br />
&#8211; Byłam w szpitalu. Rozmawiałam z twoją mamą. Jest wspaniałą kobietą. Lecz&#8230; nagle przeszkodził nam twój ojciec. Powiedział żebym dała ci spokój.<br />
&#8211; Co?!<br />
&#8211; Żebym cię zostawiła. Powiedział że jeżeli naprawdę cię kocham to abym nie rujnowała ci życia.<br />
&#8211; Tato&#8230;.. nie&#8230;.. &#8211; szepnął chłopak.</p>
<p>Rozdział VI</p>
<p>&#8211; Nie&#8230;. to nie możliwe&#8230;. mój ojciec by nie zrobił czegoś takiego&#8230;..<br />
&#8211; A jednak! Dla ciebie jest miły! Bo jesteś jego synem. A co robi za twoimi plecami?!<br />
&#8211; Muszę z nim porozmawiać&#8230;..<br />
&#8211; Nie! &#8211; wzburzyła się Carolina.<br />
&#8211; Dlaczego?!<br />
&#8211; Wyjdę na donosicielkę.<br />
&#8211; Nie obchodzi mnie co on będzie myślał o mnie czy o tobie. Wazna jest nasza miłość i to ona nam pomoże przezwyciężyć wszystko. &#8211; mówił Carlos Daniel, a dziewczyna czuła się jak w bajce&#8230;. w bajce w której zawsze zwycięża dobro a zło zostaje zniszczone. Potem do ciebie przyjdę. &#8211; powiedział i wyszedł. Skierował się do swego domu.</p>
<p>TRZASK!!! (dzwiami)<br />
&#8211; Mamo&#8230;.<br />
&#8211; Już wróciłeś? &#8211; zdziwiła się Matilde.<br />
&#8211; Gdzie jest ojciec?! &#8211; zapytał stanowczo.<br />
&#8211; Więc już znasz prawdę&#8230;..<br />
&#8211; Już?! To znaczy że ty też o tym wiedziałaś?! I nie powiedziałaś mi?!<br />
&#8211; Ojciec&#8230;. mi&#8230;..<br />
&#8211; Nieważne. Gdzie on jest?!<br />
&#8211; W gabinecie. &#8211; i właśnie tam skierował się zdenerwowany Carlos Daniel.<br />
TRZASK!!! (ponownie drzwiami)<br />
&#8211; Tato. Mam do ciebie małą sprawę.<br />
&#8211; Jaką synku? &#8211; Federicko nie spodziewał się że Carolina powie Carlosowi cokolwiek.<br />
&#8211; Jakim prawem tak potraktowałeś Carolinę?!<br />
&#8211; Kogo?! &#8211; ojciec udawał wielce zaskoczonego.<br />
&#8211; Nie udawaj. Nie dość że straciłem do ciebie jakiekolwiek zaufanie to teraz, proszę cię, nie kłam! Nie pokazuj mi jak bardzo byłem zaślepiony i wpatrywałem się w ciebie jak w ideał. A teraz?! Aż mi cię żal. Jak mogłeś tak potraktować tą wspaniałą dziewczynę?! Na dodatek nie szanując tego że JA, twój SYN, ją kocha!<br />
&#8211; Nie mów do mnie takim tonem. Nie zasłużyłem na to..<br />
&#8211; Co?! Zasłużyłeś na coś o wiele więcej gorszego ale chcę zachować to dla siebie pamiętając że jesteś moim ojcem. No chyba że ukrywasz przede mną jeszcze coś!!<br />
&#8211; Przestań! Ja cię chcę tylko chronić przed tą ladacznicą.<br />
&#8211; Spójrz na siebie. I zobacz, kim ty jesteś. &#8211; Carlos Daniel zakończył rozmowę. Wyszedł z domu. &#8211; &#8222;Hmm&#8230;. nie, to nie możliwe&#8230;. jak ona mogła mu powiedzieć co ja jej powiedziałem&#8230;. zapłacisz mi za to&#8230;. pamiętaj&#8230;.&#8221; &#8211; Federicko podniósł słuchawkę telefoniczną. &#8211; Michael(czyt. Miszel)? Tu Federicko Montero. Nie wiem czy jeszcze pamiętasz ale jesteś mi winien przysługę&#8230; musisz mi pomóc zniszczyć pewną osobę&#8230;&#8230;. tak, to kolejna przeszkoda na drodze do mojego szczęścia&#8230; a raczej w szczęściu mojego syna&#8230;. musi zapłacić za wszystko&#8230;&#8230;.. spraw aby cierpiała i umierała powoli&#8230;&#8230; &#8211; na jego ustach zawitał złośliwy a zarazem straszliwy uśmiech.</p>
<p>Rozdział VII</p>
<p>Następnego dnia, wcześnie rano do Caroliny przyszedł Carlos Daniel.<br />
&#8211; Kochanie&#8230;&#8230; &#8211; mówił Carlos Daniel.<br />
&#8211; Głupio się czuję.<br />
&#8211; Dlaczego?!<br />
&#8211; Twój ojciec&#8230;..<br />
&#8211; Nie mówmy o nim.<br />
&#8211; Ale, przeze mnie się z nim pokłóciłeś!<br />
&#8211; To jest nie ważne. A poza tym on w końcu zrozumie że cię kocham i pogodzi się i ze mną i z tobą.<br />
&#8211; Nie jestem taka pewna&#8230;. &#8211; Carolina szeptała coś pod nosem.<br />
&#8211; Ja muszę już iść. Ale przyjdź do tamtego baru na rogu. Po południu. To zjemy obiad. &#8211; uśmiechnął się do niej.</p>
<p>&#8211; Federicko. &#8211; Matilde zawołała męża.<br />
&#8211; Tak?<br />
&#8211; Czy mi się zdaje czy jesteś jakiś taki&#8230;. zadowolony od samego rana?<br />
&#8211; Ja? Skądże. Po prostu wiem że to !JA! zawsze wygrywam.</p>
<p>Minęła godzina 15:00 a Carolina wyszła z domu. Przechodząc chodnikiem zatrzymał ją pewien przystojny mężczyzna.<br />
&#8211; Może mi pani pomóc?! Proszę&#8230;. moja narzeczona zemdlała w samochodzie&#8230;.. nie wiem co robić&#8230;..<br />
&#8211; Ale ja&#8230;. &#8211; dziewczyna wahała się ale poszła z nieznajomym. Zobaczyła czarny samochód. Pochyliła się do drzwi lecz nie zobaczyła w środku nikogo. &#8211; Ale tu nikogo nie ma!! &#8211; nie zdążyła się wycofać. Mężczyzna złapał ją i uśpił jakimś środkiem&#8230;&#8230;..</p>
<p>&#8211; &#8222;Gdzie ona jest?!&#8221; &#8211; myślał Carlos Daniel siedząc w kawiarni.</p>
<p>Minął dzień a nastała ciemna noc. Czarny samochód zatrzymał się przy małej chatce. Przystojniak wyciągnął Carolinę z samochodu i zaniósł do stojącego obok domku. Po kilkunastu minutach dziewczyna otworzyła oczy.<br />
&#8211; Nareszcie się obudziłaś&#8230;&#8230; &#8211; mówił nieznajomy.<br />
&#8211; Co ja tu robię?!<br />
&#8211; Leżysz.<br />
&#8211; Kto Cię przysłał?!<br />
&#8211; Los. I pan Federicko Montero. &#8211; po tych słowach Carolina zamilkła. Przed oczami przeleciało jej całe życie.</p>
<p>&#8211; Mamo. Nie widziałaś dzisiaj Caroliny? &#8211; Carlos Daniel zniecierpliwiony przyszedł do domu.<br />
&#8211; Nie a co?<br />
&#8211; Zniknęła gdzieś. Będę musiał to zgłosić na policję. &#8211; wyszedł a Matilde skierowała się do gabinetu Federicka.<br />
&#8211; Więc to z tego powodu tak się cieszyłeś?!<br />
&#8211; Nie wiem o co ci chodzi&#8230;. &#8211; udawał starszy mężczyzna.<br />
&#8211; Co zrobiłeś z Caroliną del Paz?!</p>
<p>&#8211; Pan Montero&#8230;.? &#8211; szepnęła Carolina.<br />
&#8211; Tak.<br />
&#8211; No i po co mu to?! Nie dość już namieszał?!<br />
&#8211; Mam bardzo ciekawe instrukcje dotyczące ciebie. Mam rozkaz abyś cierpiała jak żadna inna kobieta. &#8211; Carolina osłupiała. Czuła wielki strach.<br />
&#8211; Jakie masz zamiary?! &#8211; mówiła w niepewności.<br />
&#8211; Każdy dobrze wie że największym bólem dla kobiety jest gwałt.<br />
&#8211; Nie&#8230;.. &#8211; wstała a po jej policzkach przepłynęły łzy.</p>
<p>Rozdział VIII</p>
<p>&#8211; Nie? Dlaczego&#8230;..? Wiesz jakie to miłe&#8230;..? Ten niepożądany dotyk&#8230;.. niepożądany i nieosiągalny&#8230;.<br />
&#8211; Jesteś chory! &#8211; krzyknęła w panice Carolina. Po chwili zadzwonił telefon.<br />
&#8211; Halo? &#8211; zapytał mężczyzna.<br />
&#8211; Tu Federicko.<br />
&#8211; Mhm&#8230;<br />
&#8211; Michael, już się jej pozbyłeś?!<br />
&#8211; Przecież powiedziałeś że ma dużo cierpieć!<br />
&#8211; Co chcesz jej zrobić?<br />
&#8211; Wszystko co najgorsze się da.<br />
&#8211; I tak ma być! &#8211; ucieszył się ojciec Carlosa Daniela. &#8211; Podaj mi adres tej rudery. Muszę zobaczyć tę dziwkę tuż przed śmiercią. &#8211; chwila ciszy. &#8211; No, podawaj adres. Zapiszę.<br />
&#8211; Mały domek przy uliczce wychodzącej z autostrady prowadzącej do Costa Esmeralda.<br />
&#8211; Mały&#8230; domek&#8230; przy&#8230;. ulicy&#8230;. wychodzącej&#8230;. z autostrady&#8230;.. do&#8230;.. Costa Esmera&#8230;. lda&#8230;.. &#8211; szeptał Federicko zapisując sobie adres na kartce. &#8211; Jutro przyjadę. Cześć. &#8211; odłożył słuchawkę.<br />
&#8211; Nareszcie jesteśmy sami. &#8211; ucieszył się Michael podchodząc do Caroliny. Dziewczyna nie mogła się bardziej oddalić ponieważ była już w rogu pokoju.<br />
&#8211; Nie&#8230;&#8230; &#8211; szepnęła.<br />
&#8211; Tak. &#8211; odpowiedział jej i położył swą dłoń na jej pośladku&#8230;&#8230;.</p>
<p>Kilkanaście minut wcześniej w domu rodziny Montero&#8230;&#8230;<br />
&#8211; &#8222;Gdzie on mógł porwać tą dziewczynę?!&#8221; &#8211; myślała Matilde przechodząc korytarzem. Nagle usłyszała coś obok gabinetu męża.<br />
&#8211; &#8230;.adres tej rudery&#8230;. zobaczyć tę dziwkę przed śmiercią&#8230;&#8230; &#8211; usłyszała tylko niektóre słowa Federicka.<br />
&#8211; &#8222;On mówi o Carolinie! Muszę być cicho żeby go usłyszeć&#8230;&#8221;<br />
&#8211; Mały&#8230; domek&#8230; przy&#8230;. ulicy&#8230;. wychodzącej&#8230;. z autostrady&#8230;.. do&#8230;.. Costa Esmera&#8230;. lda&#8230;.. &#8211; usłyszała kobieta. Teraz musiała już tylko znaleźć swego syna i przekazać mu adres miejsca pobytu Caroliny.</p>
<p>Rozdział IX</p>
<p>&#8211; &#8222;Boże, dlaczego mi to zrobiłeś&#8230;. dlaczego pozwoliłeś temu draniowi na takie postępowanie&#8230;..&#8221; &#8211; Carolina do tej pory nie mogła się otrząsnąć po tym co zrobił jej Michael. Po chwili mężczyzna wszedł do pokoju w którym ona byla trzymana.<br />
&#8211; Witaj kochanie. Wczoraj było nam cudownie, prawda?<br />
&#8211; Nie zbliżaj się do mnie tchórzu!<br />
&#8211; Tak się do mnie nie mówi! &#8211; wzburzył się. Podszedł do dziewczyny i uderzył ją w twarz, zaś ta zaczęła płakać jeszcze bardziej.</p>
<p>&#8211; Carlos Daniel!!! &#8211; Matilde szła przez Rezydencje wołając swego syna. &#8211; Carlos!<br />
&#8211; Mamo&#8230;. już nie mam pojęcia gdzie ona jest!<br />
&#8211; Za to ja to wiem!<br />
&#8211; Z jakiej racji?!<br />
&#8211; Musisz być silny. Zwłaszcza teraz.<br />
&#8211; Że co?<br />
&#8211; Twój ojciec&#8230; Kazał porwać Carolinę.<br />
&#8211; Co?!<br />
&#8211; Kazał ją porwać!<br />
&#8211; Idę do niego!<br />
&#8211; Nie! Tylko pogorszysz sytuację!<br />
&#8211; Więc co mam zrobić?!<br />
&#8211; Masz, to jest adres domu w którym ją przetrzymują. Podsłuchałam rozmowę telefoniczną ojca. &#8211; mówiła, wręczając Carlosowi kartkę z adresem.<br />
&#8211; Jadę tam. &#8211; powiedział i wybiegł z domu. Zbliżał się wieczór&#8230;&#8230;.</p>
<p>&#8211; No, szef nie przyjeżdża więc muszę cię zabić. &#8211; powiedział Michael z ironią.<br />
&#8211; Nie mogłam się tego doczekać!<br />
&#8211; Och&#8230; uwierz mi że to nie będzie przyjemne. &#8211; podszedł do niej i zaczął ją bić po twarzy. Po chwili wyrwała mu się i oddała jeden policzek.<br />
&#8211; Ty draniu! Nie wystarczyło ci że mnie zgwałciłeś?! Jeśli chcesz, zabij mnie! Ale daj mi umrzeć normalnie. Ja mam już dosyć! &#8211; dziewczyna była już w desperacji.<br />
&#8211; Gdybyś mnie nie spoliczkowała &#8211; złapał się za twarz. &#8211; może i bym ci dał spokój. Ale teraz&#8230;&#8230; przeżyjesz piekło po raz drugi! &#8211; złapał ją za szyję i zaczął ją całować. Całował ją i bił jednocześnie. Nagle oboje usłyszeli trzask drzwi.<br />
&#8211; Carolina! &#8211; to był głos Carlosa Daniela. Po chwili jego postać rzuciła się na Michaela. Mężczyźnie wypadł telefon z kieszeni. Carolina wzięła go i zadzwoniła po policję. Po chwili zauważyła jak Michael uderza czymś Carlosa Daniela w plecy a ten upada na ziemię. Drań podszedł teraz do dziewczyny aby dokończyć to co zaczął przed paroma minutami. Niespodziewanie Carlos wstał i ponownie spróbował uratować ukochaną. Nie udało się. Michael wyciągnął ze swej kieszeni pistolet. Po chwili wszyscy usłyszeli strzał. Carlos Daniel upadł na ziemię a Carolina ujrzała w okolicach jego brzucha plamę od krwi.<br />
&#8211; Kochanie&#8230;.. &#8211; rozpłakała się.</p>
<p>Rozdział X</p>
<p>&#8211; O nie, nie uda wam się mnie pozbyć! &#8211; Michael spostrzegł że Carolina zadzwoniła po policję.<br />
&#8211; Już nic cię nie uratuje! &#8211; krzyknęła w jego stronę. Po chwili oboje usłyszeli pisk opon i hałas radiowozów i karetek.<br />
&#8211; Mhm&#8230; widzę że już policja nadjechała&#8230;&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Zgnijesz w więzieniu! Morderca! Tchórz! &#8211; po chwili do pomieszczenia wbiegło kilku policjantów którzy skuli Michaela w kajdany. Dla Caroliny było dziwne to że nawet nie próbował uciec. Kilka minut potem zabrali Carlosa Daniela karetką a gdy Carolina wstała i skierowała się do wyjścia spostrzegła stojącą w drzwiach Matilde Montero.<br />
&#8211; Carolina! &#8211; mówiła przez łzy.<br />
&#8211; Co pani tu robi?<br />
&#8211; To ja zdobyłam adres twojego pobytu. Aż nie mogę uwierzyć że to mój mąż kazał cię porwać.<br />
&#8211; On&#8230;. nie tylko&#8230; chciał mnie zabić&#8230;&#8230; &#8211; dziewczyna płakała coraz bardziej.<br />
&#8211; Co się stało?! &#8211; wystraszyła się matka Carlosa.<br />
&#8211; Michael&#8230;.. on&#8230;&#8230;..<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; &#8230;.zgwałcił mnie&#8230;&#8230;..<br />
&#8211; Nie&#8230;&#8230;.. &#8211; Matilde także zaczęła płakać. Obie weszły do stojącej obok karetki i pojechały wraz z Carlosem Danielem do szpitala.</p>
<p>&#8211; Co z nim? &#8211; Carolina zapytała pielęgniarkę o stan zdrowia Carlosa Daniela.<br />
&#8211; Na szczęście kula nie trafiła w okolice sercowe. To tylko rana. Za około&#8230;. tydzień powinien wyjść ze szpitala.<br />
&#8211; Czy można go odwiedzić?<br />
&#8211; Na razie śpi. Niech panie pójdą do domu przespać się. Odpocząć. &#8211; pielęgniarka odeszła.<br />
&#8211; Carolino, idź. Ja zostanę. Jesteś zbyt blada. Wróć jutro rano.<br />
&#8211; Ale&#8230;.<br />
&#8211; Będę przy nim i jak coś się stanie, zadzwonię do ciebie.<br />
&#8211; Dobrze. &#8211; powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia ze szpitala.</p>
<p>Wczesnym rankiem&#8230;&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Mwhm&#8230;&#8230;. ughm&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Synku, jestem przy tobie&#8230;&#8230;. &#8211; Matilde uspokajała budzącego się Carlosa Daniela.<br />
&#8211; Gdzie ja jestem&#8230;&#8230;.? Co z Caroliną&#8230;&#8230;?<br />
&#8211; Jesteś w szpitalu. A ona zaraz powinna tu być.<br />
&#8211; Co z Michaelem&#8230;.?<br />
&#8211; Trafił za kratki. Wiesz&#8230;&#8230; wydaje mi się że powinieneś o czymś wiedzieć&#8230;.<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; Michael zdążył skrzywdzić Carolinę&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Jak to? Przecież zdążyliśmy na czas.<br />
&#8211; Michael&#8230;. już wcześniej&#8230;&#8230; wczoraj&#8230;&#8230;. on&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; On&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Mamo powiedz wreszcie! &#8211; Caros Daniel bał się odpowiedzi ale jeszcze straszniejsza była niepewność.<br />
&#8211; On&#8230;. wykorzystał Carolinę.<br />
&#8211; Wykorzystał&#8230;&#8230;?<br />
&#8211; On ją zgwałcił&#8230;&#8230; &#8211; gdy chłopak usłyszał te słowa zamknął oczy. Po chwili nie mógł się powstrzymać i łzy przepłynęły po jego opalonych policzkach.<br />
&#8211; Carolina&#8230;.. nie&#8230;&#8230;</p>
<p>Rozdział XI</p>
<p>&#8211; Nie&#8230;. to nie możliwe&#8230;&#8230;. &#8211; teraz Carlos Daniel już nawet nie próbował powstrzymywać łez. Nie spodziewał się tego ciosu. &#8211; Jak ona się czuje&#8230;? I to wszystko przeze mnie&#8230;.. gdyby mnie nie poznała nigdy by tak nie cierpiała&#8230;&#8230;<br />
&#8211; Nie mów tak. To nie twoja wina. &#8211; pocieszała go Matilde.<br />
&#8211; Mam tego dość! Zawiadom policję.<br />
&#8211; Policję?<br />
&#8211; Tak. Mam zamiar oskarżyć ojca o porwanie.</p>
<p>&#8211; &#8222;Nie&#8230;&#8230; dlaczego&#8230;. boże dlaczego tak się stało&#8230;&#8230;.?&#8221; &#8211; Carolina całą noc płakała. Nie mogła zaakceptować siebie. Wstydziła się tego co ją spotkało. Michael wykorzystał ją. Wykorzystał, i to brutalnie. &#8211; &#8222;Nie&#8230;&#8230;.. nie mogę płakać&#8230;.. muszę iść do Carlosa Daniela. Nigdy się nie dowie o tym co mnie spotkało. Muszę być silna. Nie chcę aby cierpiał przeze mnie&#8230;.&#8221;</p>
<p>&#8211; Chcesz zaskarżyć własnego ojca?<br />
&#8211; A jak on mógł tak skrzywdzić własnego syna?!<br />
&#8211; Dobrze. Pójdę zawiadomić policję. Aby tu przyjechali. &#8211; Matilde wyszła z pokoju. Po chwili ktoś inny do niego wszedł.<br />
&#8211; Synu&#8230;.. &#8211; nieznajomym okazał się Federicko.<br />
&#8211; Nie zbliżaj się morderco!<br />
&#8211; Jestem wciąż twoim ojcem.<br />
&#8211; Wstydzę się takiego ojca! Ojca który nie potrafi zaakceptować szczęścia swego syna.<br />
&#8211; Przykro mi z powodu porwania twojej przyjaciółki.<br />
&#8211; Nie wypieraj się! Dobrze wiem że to ty! &#8211; po tych słowach Carlosa Daniela, Federicko wiedział że nie musi już ukrywać prawdy.<br />
&#8211; Nic mi nie możesz zrobić.<br />
&#8211; Mogę. Doprowadzić do twego pobytu w więzieniu, 'tato&#8217;!<br />
&#8211; Nie masz dowodów na moją winę.<br />
&#8211; Ale mam świadków.<br />
&#8211; Ciekawe kogo?!<br />
&#8211; Carolinę.<br />
&#8211; Jesteś śmieszny&#8230;&#8230; &#8211; mówił z ironią &#8211; przecież tej dziwce nikt nie uwierzy.<br />
&#8211; Zamknij się! Nie pozwalam ci tak o niej mówić! A poza tym&#8230; mam innego świadka.<br />
&#8211; Michael nie zezna przeciwko mnie.<br />
&#8211; Ale ja to zrobię! &#8211; do pokoju weszła Matilde razem z kilkoma policjantami.<br />
&#8211; Jest pan aresztowany pod zarzutem zlecenia porwania. &#8211; nałożyli mężczyźnie kajdanki i wyprowadzili. Po paru sekundach do pokoju weszła Carolina.<br />
&#8211; Nigdy nie pozwolę na to abyś wyszła za mojego syna! &#8211; krzyczał Federicko którego strażnicy wyprowadzali przez korytarz ze szpitala.<br />
&#8211; Kochanie&#8230;&#8230;. &#8211; powiedział Carlos Daniel a Carolina go pocałowała w usta. Spostrzegła coś na jego policzku.<br />
&#8211; Carlos, ty&#8230; płakałeś. &#8211; stwierdziła. &#8211; Dlaczego?<br />
&#8211; Carolino, powiedziałam mu. Musiał się dowiedzieć. &#8211; wtrąciła Matilde.<br />
&#8211; To wszystko przeze mnie&#8230;. gdybyś mnie nie poznała&#8230;. to by się nigdy nie stało&#8230;.. &#8211; odwrócił głowę na bok.<br />
&#8211; Nie mów tak. Kocham cię. Tylko&#8230;.. czy po tym wszystkim i ty&#8230;..<br />
&#8211; To co się stało, nie zmienia faktu że cię kocham! &#8211; Carolina ponownie pocałowała swego ukochanego a zaraz po tym wszyscy usłyszeli krzyki i wystrzał pistoletu.<br />
&#8211; Co się dzieje?! &#8211; Carolina wyszła na korytarz i zobaczyła biegnącego w jej stronę Federicka w rewolwerem.<br />
&#8211; Carolina, ostrzegałem cię. Nie będziesz szczęśliwa z moim synem! &#8211; krzyknął i naładował broń.</p>
<p>Rozdział XII</p>
<p>&#8211; Co się dzieje?! &#8211; Carolina wyszła na korytarz i zobaczyła biegnącego w jego stronę Federicka w rewolwerem.<br />
&#8211; Carolina, ostrzegałem cię. Nie będziesz szczęśliwa z moim synem! &#8211; krzyknął i naładował broń.<br />
&#8211; Pomocy! &#8211; krzyknęła Carolina.<br />
&#8211; Nic ci to nie pomoże. Nareszcie skończe z tobą. Nareszcie znikniesz z mojego życia i z życia Carlosa. &#8211; zagroził i nacisnął na spust. Carolina poczuła że ktoś wbiega przed nią. To była Matilde. To ją trafiła kula przeznaczona dla ukochanej Carlosa Daniela. Po chwili rozległ się drugi strzał. Któryś z policjantów postrzelił Federicko w nogę. Matilde przeniesiono do pokoju w którym leżał Carlos Daniel.<br />
&#8211; Mamo&#8230;&#8230;&#8230; &#8211; szepnął i otarł łzy z policzków.<br />
&#8211; Synu&#8230;&#8230;&#8230; to już mój&#8230;&#8230; koniec&#8230;&#8230;.. &#8211; ledwo mówiła.<br />
&#8211; Nie mów tak&#8230;&#8230; wszystko będzie dobrze&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Masz rację&#8230;&#8230;&#8230; wszystko będzie dobrze&#8230;&#8230;. ja umrę a ty będziesz&#8230;.. szczęśliwy z Caroliną&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Mamo&#8230;..<br />
&#8211; Bądźcie razem&#8230;. na zawsze&#8230;.. dbaj o niego&#8230;&#8230;.. &#8211; zwróciła się do Caroliny i po chwili zamknęła oczy.<br />
&#8211; Mamo&#8230;.. mamo&#8230;! &#8211; potrząsnął ją lekko syn. &#8211; Mamo nie umieraj&#8230;.. mamo&#8230;.. obudź się&#8230;&#8230;! Wstań, słyszysz?&#8230;.. Mamo&#8230;&#8230;..<br />
&#8211; Carlos&#8230;. twoja mama&#8230;&#8230; &#8211; Carolina próbowała pomóc ukochanemu w tych smutnych chwilach &#8211; &#8230;..ona już odeszła&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Nie&#8230;&#8230;!</p>
<p>Po 3 miesiącach&#8230;&#8230;.<br />
&#8211; Czy ty, Carlosie Danielu Montero przysięgasz tej tutaj obecnej Carolinie Anastazji del Paz miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że jej nie opuścisz aż do śmierci?<br />
&#8211; Tak.<br />
&#8211; Czy ty, Carolino, Anastazjo del Paz przysięgasz temu tutaj obecnemu Carlosowi Danielowi Montero miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że jej nie opuścisz aż do śmierci?<br />
&#8211; Tak. &#8211; uśmiechnęła się do Carlosa.<br />
&#8211; Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą. &#8211; po słowach księdza oboje pogrążyli się w głębokim pocałunku.</p>
<p>Następnego dnia w Acapulco&#8230;&#8230;<br />
&#8211; I jak ci się podoba pierwszy dzień miesiąca miodowego?<br />
&#8211; Jest wspaniale. Kocham cię.<br />
&#8211; Ja ciebie też. &#8211; no i jak zwykle tradycyjny pocałunek bohaterów na koniec tej opowieści.<br />
&#8222;&#8230;i żyli długo i szczęśliwie&#8230;&#8221;</p>
<p>Autor opowiadania: Corristo.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gothic</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/gothic/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:36:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=397</guid>

					<description><![CDATA[***NA PODSTAWIE GRY GOTHIC*** ***FRAGMENTY FABUŁY Z GRY ZOSTAŁY ZMIENIONE NA KORZYŚĆ OPOWIADANIA*** Gothic Prolog &#8211; Mam wrażenie czy macie zamiar mnie zrzucić z tego urwiska? &#8211; Gorn zapytał ironicznie trzech stojących obok niego strażników, i nerwowo zaklekotał kajdanami które miał na dłoniach, kątem oka&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>***NA PODSTAWIE GRY GOTHIC***</p>
<p>***FRAGMENTY FABUŁY Z GRY ZOSTAŁY ZMIENIONE NA KORZYŚĆ OPOWIADANIA***</p>
<p>Gothic</p>
<p>Prolog</p>
<p>&#8211; Mam wrażenie czy macie zamiar mnie zrzucić z tego urwiska? &#8211; Gorn zapytał ironicznie trzech stojących obok niego strażników, i nerwowo zaklekotał kajdanami które miał na dłoniach, kątem oka spoglądając na spód skarpy na której krawędzi stał. Widział jak tam na dole fale zimnej, pieniącej się wody uderzają o skały.<br />
&#8211; To nie było śmieszne. &#8211; rzucił obojętnie jeden strażnik. &#8211; Ekhm, ekhm!! &#8211; odkaszlnął, po czym rozwinął jakiś pożółkły zwój papeterii i odczytał. -Zgodnie z wolą króla Rhobara II, zostajesz skazany na wepchnięcie za magiczną barierę i skazany na wykopywanie rudy srebra z kopalni któregoś obozów&#8230;.- mężczyzna nie zdążył dokończyć ponieważ przerwał mu skazaniec.<br />
&#8211; No dobra, już dobra ale ja wciąż nie rozumiem kto i o co mnie oskarżył!<br />
&#8211; Wielu niewinnych tak mówiło, no ale&#8230; ktoś musi wydobywać rudę. Nawet ktoś taki jak ty. A teraz&#8230;. spadaj! &#8211; drugi strażnik podszedł do Gorna i zepchnął go z tej wysokiej skarpy.<br />
&#8211; Aaaaa!!! &#8211; Gorn spadając poczuł nagle jakby coś go pochłaniało. &#8222;Frunąc&#8221;, zobaczył błękitną barierę przez którą ponoć żaden człowiek nie mógł się przedostać. Nagle wylądował w wodzie i stracił w niej przytomność. Po chwili fale wyrzuciły go na ląd.<br />
Po jakimś czasie Gorn zbudził się czując że ktoś go szarpie za włosy. Momentalnie otworzył oczy i wstał.<br />
&#8211; Kim jesteś!? &#8211; zapytał.<br />
&#8211; Baynett. Tak się nazywam. Jesteś nowy, prawda?<br />
&#8211; Tak jakby. &#8211; odpowiedział mężczyźnie odzianemu w zbroję.<br />
&#8211; I dlatego musisz mi pomóc! &#8211; Gorn zobaczył że twarz Baynetta zmienia się. Z twardego wzroku stworzyło się łzawe spojrzenie.<br />
&#8211; Ja?<br />
&#8211; Tak! Pewien człowiek mnie ściga!!!<br />
&#8211; A co ja mam z tym wspólnego?<br />
&#8211; Masz, to! &#8211; facet wręczył Gornowi jakiś, dość starannie zapieczętowany zwój.<br />
&#8211; Co to?!<br />
&#8211; To list do Arcymistrza Magów Ognia.<br />
&#8211; No i?<br />
&#8211; Ten list nie może się dostać w łapy ludzi z Sekty.<br />
&#8211; Sekty?<br />
&#8211; Tak! Musisz go wziąć i przekazać, Corristo. To właśnie ten Arcymistrz!<br />
&#8211; A czy ty nie możesz tego zrobić?<br />
&#8211; Nie!<br />
&#8211; Ale dlaczego?<br />
&#8211; Właśnie ściga mnie jeden z Najemników w imieniu Jego Wysokości Y`Beriona! Chcą mi odebrać ten list!<br />
&#8211; Chcesz powiedzieć że mam wziąć ten list i przekazać Arcymagowi?<br />
&#8211; Dokładnie!<br />
&#8211; A ty?<br />
&#8211; Ja? Ja nie mogę już nic zrobić oprócz rady dla ciebie: Tutaj są trzy obozy. Gdy do któregoś dojdziesz, nie zdradzaj go, ponieważ&#8230;<br />
&#8211; Ponieważ co?<br />
&#8211; Ponieważ dosięgnie cię taka śmierć jak i dosięgła mnie!<br />
&#8211; Słucham? &#8211; Gorn nie zrozumiał, a Baynett nie miał zamiaru powtarzać. Rzucił się do wody z której wypłynął Gorn i popłynął w stronę bariery. &#8211; Nie rób tego!!! Baynett!!! &#8211; krzyczał mężczyzna ale Baynett nie słuchał. Szybko zbliżał się do Magicznej Bariery aż w końcu Gorn zobaczył błysk niebieskiego światła. Po chwili jego oczom ukazał się pływający w wodzie, zwęglony szkielet Baynetta. Gorn upadł na kolana i spojrzał na zapieczętowany zwój. &#8211; I co robić? &#8211; zapytał sam siebie.</p>
<p>CIĄG DALSZY NASTĄPI</p>
<p>Autor opowiadania: Corristo.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Brave Story</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/brave-story/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:31:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=393</guid>

					<description><![CDATA[&#8212;- ++ Prolog ++ &#8212;- //Baza armii Zen// Długim korytarzem idzie dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w czarny strój lekko powiewający przy gwałtowniejszych ruchach, na plecach zawieszony ma miecz, którego tylko klinga widoczna jest spod czarnej peleryny. Przyspiesza krok i po chwili wchodzi w drzwi na&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&#8212;- ++ Prolog ++ &#8212;-<br />
//Baza armii Zen//<br />
Długim korytarzem idzie dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w czarny strój lekko powiewający przy gwałtowniejszych ruchach, na plecach zawieszony ma miecz, którego tylko klinga widoczna jest spod czarnej peleryny. Przyspiesza krok i po chwili wchodzi w drzwi na końcu korytarza.<br />
&#8211; Witaj wielki kapłanie &#8211; jego głos jest szorstki i stanowczy, widać że nie darzy kapłana takim szacunkiem jaki próbuje udawać.<br />
&#8211; Jak przebiegła misja?<br />
&#8211; Wszystko poszło zgodnie z planem!<br />
&#8211; To dobrze&#8230; możesz iść odpocząć, zasłużyłeś&#8230;<br />
&#8211; Dziękuje!<br />
Czarna peleryna tylko powiała po tym jak wojownik szybko odwrócił się na pięcie i opuścił pomieszczenie. &#8222;Wszystko poszło zgodnie z planem&#8221;&#8230; *przecież nie mogłem mu powiedzieć prawdy&#8230;* myśli kłębiły mu się w głowie. *Nie byłby zachwycony gdyby się dowiedział że nie zabiłem wszystkich&#8230; to moja wina&#8230; ale przecież ona jest taka piękna&#8230;* , opuścił głowę wyraźnie speszony tym co chodziło mu po głowie, nie mógł pogodzić się z tym, że on &#8211; wielki wojownik i kapitan armii Zen&#8230; on wielki Savo uległ ledwo co poznanej kobiecie&#8230; w dodatku powinien ją zabić. Wyszedł z bazy i przemieszczając się pomiędzy dość schematycznymi, żeby nie powiedzieć identycznymi budynkami, doszedł w końcu do swojego &#8222;domku&#8221;. Szybko otworzył drzwi i usiadł na łóżku&#8230; przez chwile myślał o wydarzeniach tego dnia a potem zdjął pelerynę i swą czarną szatę i położył się spać.</p>
<p>//Planeta Reave &#8211; 4 godziny po ataku armii Zen//<br />
Krajobraz bardzo się zmienił, dotychczas tętniące życiem miasto, teraz zrównane było z Ziemią&#8230; jak po przejściu tornada. Patrzyła na to tylko jedna osoba &#8211; Ate&#8230; dziewczyna, która mimo że przeżyła, została zgwałcona przez żołnierza wrogiej armii.<br />
Łzy płynęły jej po policzkach&#8230; miała czarne włosy do ramion, zielone oczy i smukłą sylwetkę. Wiedziała już o tym, że na tej planecie nie ma szans na przeżycie&#8230; udała się więc do swojego domu gdzie w kapsułce trzymała kapsułę ratowniczą&#8230; właśnie na takie przypadki. Szybko jej użyła i pozostała po niej tylko smuga na ciemnym niebie.</p>
<p>&#8212;- ++ Rozdział I ++ &#8212;-<br />
//Planeta Debo, miasto Veraza &#8211; 12 lat później//<br />
Na sali gimnastycznej odbywa się turniej sztuk walki. Na mate wchodzi właśnie para finałowa, jeden z walczących to nameczanin Tao, a drugi to ubrany w niebieską szatę chłopak z czarnymi włosami &#8211; Brave. Rozpoczyna się pojedynek!<br />
&#8211; Nie będę ci dawał żadnych ulg! Żeby było jasne! &#8211; krzyknął Tao i ruszył z pięściami na Brave&#8217;a.<br />
Nie musisz&#8230; pomyślał szybko Brave i jeszcze szybciej zrobił unik odskakując w prawo, odbił się od maty i skoczył na Tao zadając mu cios oburącz w plecy&#8230; Tao upadł na ziemie&#8230; 1!&#8230;2!&#8230; sędzia zaczął liczyć leżącego nameczanina&#8230;9!&#8230;10!!! POJEDYNEK WYGRYWA BRAVE!!. Chłopak tylko się uśmiechnął&#8230; od początku wiedział, że tytuł najlepszego będzie jego&#8230; był niepokonany i wiedział o tym. Przyjął puchar a potem oddalił się w stronę wyjścia z sali. Stały tam 4 dziewczyny, jedna z nich o imieniu Sara, z długimi blond włosami szybko zwróciła uwagę na Brave&#8217;a i pomachała mu ręką, on widząc to lekko się uśmiechnął&#8230; minął je jednak bez zatrzymywania i wyszedł z sali. Po paru minutach był już w domu.<br />
&#8211; Mamo! Wróciłem!<br />
&#8211; O Brave&#8230; tak szybko?<br />
&#8211; Na turnieju było mniej osób niz przewidywano&#8230; i wogóle to walki przebiegały bardzo szybko.<br />
&#8211; Rozumiem. Chcesz coś do jedzenia?<br />
&#8211; Nie&#8230; pójdę potrenować.<br />
&#8211; Tylko byś trenował&#8230; po kim ty to masz&#8230;<br />
Na dźwięk tych słów Brave zatrzymał się&#8230; poczuł w sercu dziwną pustkę, zawsze zastanawiał się kim był jego ojciec o którym to matka nie powiedziała nigdy nic konkretnego. Nigdy nie dawało mu to spokoju&#8230;<br />
&#8211; Właśnie mamo&#8230; jeśli już o tym mówisz &#8211; poczuł się zagubiony i sam nie wiedział jak zwięźle ująć to co chce powiedzieć &#8211; powiedz mi w końcu coś o moim ojcu.<br />
Twarz matki posmutniała ale dobrze wiedziała, że w końcu syn sam się upomni o te informacje&#8230;<br />
&#8211; Dobrze&#8230; chyba już jesteś gotów na to by usłyszeć prawdę, twój ojciec jest kapitanem armii Zen&#8230; nazywa się Savo, to silny i dumny wojownik.<br />
&#8211; Ale czemu nie ma go tutaj z nami? Czemu nigdy go nie widziałem?<br />
&#8211; Ojciec nie wie&#8230; o twoim istnieniu&#8230;<br />
&#8211; Co !?<br />
&#8211; Brzmi to dziwnie ale to prawda, Savo nie wie, że ma syna&#8230;<br />
Brave stał jak wryty nie mogąc zrozumieć czemu jego własny ojciec nie ma pojęcia, że ma syna.<br />
&#8211; Mamo ale dlaczego&#8230;?<br />
Przecież nie mogę mu powiedzieć prawdy&#8230; myśli szybko przechodziły przez umysł Ate&#8230;<br />
&#8211; Bo twój tata ciągle miał jakieś misje, często wyjeżdżał i w końcu nas rozdzielono poprzez wysłanie mnie na inną planetę &#8211; Ate miała nadzieje, że taka odpowiedź zadowoli syna.<br />
&#8211; To przecież niemożliwe! &#8211; Brave odwrócił się i pobiegł do lasu w którym zazwyczaj trenował.<br />
Dzisiaj skupił się na zadawaniu mocnych ciosów, chciał wyładować gniew i złość, którą czuł po tym co usłyszał&#8230; i wtedy podjął decyzje.<br />
&#8211; Odnajdę cie ojcze!</p>
<p>&#8212;- ++ Rozdział II ++ &#8212;-<br />
// Statek kosmiczny armii Zen //<br />
&#8211; Kapitanie Savo! Dolatujemy na planetę Debo!<br />
&#8211; Nareszcie. Szykować się do lądowania!<br />
Savo ubrany w kapitańskie ciuchy w czarnych barwach, wydawał polecenia bez większego zastanowienia, był stanowczą osobą i wiedział co robi.<br />
Statek wylądował po paru minutach a mały oddział opuścił pojazd i udał się do najbliższego miasta.<br />
&#8211; To jest Veraza&#8230; rzeczywiście ładnie tutaj.<br />
Savo zachwycając się pięknymi dziełami tutejszej architektury, zapomniał na chwilę po co tutaj przyleciał, za zadanie miał schwytać wyjątkowo dobrego szpiega, który ponoć tutaj się ukrywał.</p>
<p>Brave właśnie wracał z treningu, który odbył w lesie.<br />
&#8211; Mamo idę do miasta! &#8211; rzucił mimochodem i po szybkiej zmianie ubrania udał się w drogę. Gdy doszedł do placu znajdującego się w centrum, ujrzał widok który bardzo go zdziwił. Dwoje żołnierzy biło jakiegoś człowieka chcąc go gdzieś zaprowadzić co najwyraźniej nie cieszyło go bo strasznie się im wyrywał.<br />
&#8211; Ej! Czego od niego chcecie? &#8211; Brave podszedł szybko i zaczął działać nie mogąc patrzeć na to co się dzieje.<br />
&#8211; Spadaj chłopcze!<br />
&#8211; Zostaw go&#8230; &#8211; skoczył do żołnierza i zadał mu mocne kopnięcie w korpus co odrzuciło go na niemałą odległość a na koniec zapoznało z tutejszymi solidnymi ścianami.<br />
&#8211; Jak śmiesz podnosić rękę na żołnierzy armii Zen!? &#8211; krzyknął drugi i rzucił się na Brave&#8217;a. Po krótkiej wymianie ciosów, w której żołnierz widocznie odstawał umiejętnościami od młodego wojownika, mocny cios w głowę powalił go.<br />
&#8211; No to może teraz powiesz mi czego chcecie od tego człowieka? &#8211; powiedział stanowczym głosem Brave.<br />
&#8211; Ja&#8230;.ja&#8230; tylko&#8230; znaczy się taki jest rozkaz od kapitana!<br />
&#8211; Od kapitana&#8230; gdzie mogę go spotkać?<br />
&#8211; Powinien być gdzieś w okolicy&#8230; &#8211; żołnierz zemdlał.<br />
&#8211; No to zaraz go poszukam.<br />
Brave uśmiechnął się ironicznie i nie zwracając większej uwagi na człowieka którego uratował, udał się na poszukiwanie kapitana. Chodził uliczkami wypatrując jakiś oddziałów i po niezbyt długim czasie znalazł mały oddział z wyróżniającą się postacią, która w jego mniemaniu musiała być kapitanem. Podszedł szybko.<br />
&#8211; Ty tu jesteś kapitanem? &#8211; mówił twardo wierząc w swoje siły i nie bojąc się ani trochę.<br />
Osoba do której mówił to był właśnie Savo. Ubrany w swoją czarną pelerynę z mieczem na plecach. Odwrócił się w stronę krzyczącego chłopaka.<br />
&#8211; Tak&#8230;<br />
&#8211; Czego tu szukacie!?<br />
Savo zignorował go i wydał rozkaz wojsku by przemieszczali się w kierunku północnym.<br />
&#8211; Zadałem pytanie!<br />
Brave zdenerwowany tym że kapitan go olał, rzucił się na pierwszego żołnierza z brzegu i mocnym ciosem w korpus powalił go na ziemię.<br />
Savo widząc to był zaskoczony * Jakim cudem taki mały gnój radzi sobie z żołnierzem przy użyciu jednego ciosu&#8230;*<br />
&#8211; Odpowiesz mi do jasnej cholery? &#8211; Brave przypomniał o sobie.<br />
&#8211; Silny jesteś.<br />
&#8211; Jeśli zaraz nie usłysze odpowiedzi, będziesz miał okazję przekonać się o tym osobiście.<br />
&#8211; No proszę&#8230; chętnie spróbuje.<br />
Brave bez wachania rzucił się na Savo i próbował zadać mu mocny cios w głowe. Jego pięść została jednak złapana przez kapitana. Jeden obrót i rzut, wystarczył żeby Brave znalazł się na ziemi.<br />
&#8211; Wyobraź sobie szczeniaku, że nie jesteś najsilniejszy.<br />
*Ja&#8230;ja&#8230;jakim cudem&#8230; skąd on ma taką siłe&#8230;* Brave nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilką wydarzyło.<br />
&#8211; Idziemy dalej! &#8211; krzyknął Savo do oddziału i oddalili się w szybkim tempie.<br />
Brave klęknął na ziemi i nadal był w szoku&#8230;</p>
<p>Autor opowiadania: revanant/bartepg.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Amulet&#8221; R2</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/amulet-r2/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:30:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=390</guid>

					<description><![CDATA[Rozdział Drugi – Spowiedź bez konfesjonału Yuris spojrzała poważnie na rycerza. Ruben wydawał się być lekko zdziwiony jej poważną miną. Poważną i zaniepokojoną. &#8211; Nie wiem jak mam ci to powiedzieć&#8230; – szepnęła, jednak on tylko popatrzył na nią swoimi spokojnymi oczami. – Wydaje mi&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Rozdział Drugi – Spowiedź bez konfesjonału</p>
<p>Yuris spojrzała poważnie na rycerza. Ruben wydawał się być lekko zdziwiony jej poważną miną. Poważną i zaniepokojoną.<br />
&#8211; Nie wiem jak mam ci to powiedzieć&#8230; – szepnęła, jednak on tylko popatrzył na nią swoimi spokojnymi oczami. – Wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć. Zeszłej nocy&#8230; ze skarbca został skradziony Amulet.</p>
<p>***</p>
<p>Jakiś czas później&#8230;<br />
Jak to? Chiva miałaby odejść z Gildii? Na dodatek po tym, jak ją potraktowała Wessa? Nigdy nie będzie przegraną. Jej duma, wyższa od jakiejkolwiek innej wartości w jej duszy, nie pozwalała na to.<br />
Będąc przywódczynią gangu, miała wszystko. Teraz, wywalona brutalnie przez dumną Aktoreczkę, nie posiadała nic. Ani pieniędzy, ani szacunku&#8230; Nikogo z kim mogłaby porozmawiać. Nic.<br />
Podjęła decyzję. Jak zwykle szaloną i nieprzemyślaną. Takiej, której będzie mogła żałować, jednocześnie będąc zadowoloną z tego, co zrobi.<br />
Wchodząc po krętych schodach do ratuszowej wieży, przez jej umysł przechodziło bardzo wiele myśli i zdarzeń. Najczęściej sunącą po jej wspomnieniach sytuacją była ta, sprzed tygodnia.</p>
<p>&#8211; Odejdź! Odejdź i nigdy nie wracaj! Teraz. – krzyknęła Wessa, patrząc na byłą liderkę Gildii, czerwonymi ze złości oczyma.<br />
&#8211; Bo co?! – wzburzyła się nagle, obserwując pozostałe dziewczyny ze złodziejskiego gangu. Jedynie Aina, jej prawa ręka, nie wyglądała na jej wroga. W głębi duszy współczuła jej.<br />
&#8211; Bo sama sprawię, że nigdy nie wrócisz. Ani tu, ani nigdzie. – ostrzegła rudowłosa i wyciągnęła z pochwy swój sztylet. Powolnymi, ale jednak stanowczymi krokami, zaczęła spacerować wokół Wessy.<br />
&#8211; Dałaś sobą manipulować. Przez swoją zawziętość i dumę, straciłaś stanowisko przywódczyni. Musisz odejść. Nie chcę dla ciebie źle. W końcu nic nie zmieni faktu, że jesteśmy przyjaciółkami. Lepiej będzie, jeśli krew się nie poleje. – wytłumaczyła Aina, po czym podeszła bliżej i dodała szeptem „na razie”.</p>
<p>Przez okienka, pojawiające się w kamiennej ścianie wieży, widziała, że słońce już zachodzi, a budynki na ziemi są coraz mniejsze.</p>
<p>Tak jak co dzień, drzwi od podziemnej krypty, która była kryjówką Gildii Złodziejek, były uchylone. Chiva spokojnie podeszła do nich, po czym nadstawiła ucho, by lepiej usłyszeć prowadzoną tam rozmowę.<br />
&#8211; Wierzycie w tę tajemniczą moc Amuletu? – rozległ się głos Aktoreczki. Dziewczyny nie odpowiedziały, najprawdopodobniej czekając na dalszy ciąg przemowy. – Wyczytałam, że ten artefakt, może nam dać wielką moc. Będziemy mogły władać istnieniem całego świata. Jeśli mi pomożecie.<br />
&#8211; A co miałybyśmy zrobić?<br />
&#8211; Legenda mówi, że żeby dostać tę wszechwładną moc, trzeba odnieść Amulet do Szkatuły Beliara, Boga Ognia, która znajduje się w Świątyni Piekieł.<br />
&#8211; Wiemy o czym mówi legenda. Wiemy, że Świątynia Piekieł stoi w samym środku Lasu Strachu, z którego nigdy, nikt nie wrócił.<br />
&#8211; Oprócz nas.</p>
<p>Kiedy Chiva stanęła na ostatnim schodku, otworzyła mocno zatrzaśnięte drzwi, które zaskrzypiały wyjątkowo głośno. Zobaczyła w chmurach, zachodzącą już za linię horyzontu, krwistoczerwoną kulę. Wydawało jej się, że słońce wiedziało, co zamierza zrobić i właśnie dlatego poczuła w sobie lekką ulgę. Zrozumiała, że nie ma odwrotu.<br />
Szczyt wieży był czymś w rodzaju płaskiego, okrągłego balkonu, na około którego zamontowane były kamienne bariery.<br />
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i podeszła bliżej. Kiedy zobaczyła na samym dole przechodzących ludzi, zdobyła się na odwagę i stanęła na barierce. Wieża była na tyle wysoka, by skok ze szczytu mógł ją zabić, a zarazem na tyle niska, by ludzie słyszeli jej słowa.<br />
W pewnej chwili rozległ się kobiecy krzyk. Na dole jakaś mieszczanka zaczęła pokazywać ku niej ręce.<br />
&#8211; Ludzie! Ludzie zobaczcie! Przecież ona zaraz spadnie! Mój Boże&#8230;!<br />
Serce Chivy biło coraz szybciej. Obrazy przed oczyma, sunęły coraz prędzej. Kolejny głęboki wdech. Kolejny wydech. Dziewczyna wiedziała, że to jeden z ostatnich w jej życiu. Dopiero teraz je doceniła.<br />
&#8211; Zejdź stamtąd, dziewczyno! – krzyknął jakiś starszy mężczyzna, patrząc ze złością. – Zrobisz sobie krzywdę!<br />
&#8211; Nie zasługuję na wasze współczucie. – powiedziała głośno. Jej słowa rozniosły się po okolicy, a wokół Ratusza zebrał się już tłum gapiów.<br />
&#8211; Złaź! – ryknął znowu ten sam człowiek, będąc coraz bardziej zaniepokojonym.<br />
&#8211; Musicie o czymś wiedzieć. Chcę to powiedzieć na forum, dlatego tu weszłam. Wszyscy muszą usłyszeć moje słowa! – zaczęła spokojnie, czując jak drżą jej nogi. – Tak, jak przypuszczały władze, w mieście grasuje Gildia Złodziejek. To właśnie ona wykradła ze skarbca legendarny Amulet, o którego obecności nigdy nie mieliście się dowiedzieć!<br />
Zapanowała cisza. Wszyscy słuchali z niedowierzaniem, a Chiva miała jeszcze wiele do powiedzenia.<br />
&#8211; Ja byłam przywódczynią tej Gildii. – dodała.</p>
<p>***</p>
<p>W tym samym czasie, ktoś zapukał do chaty Rubena. Mężczyzna wstał z łóżka i otworzył drzwi. Zobaczył Yuris.<br />
&#8211; Chodź! – zażądała, złapała go za rękę i razem zaczęli biec w stronę ratusza.</p>
<p>***</p>
<p>&#8211; Byłam przywódczynią Gildii Złodziejek! – powtórzyła zdesperowana Chiva. – Jednak zostałam z niej wywalona. To nie ja prowadziłam akcję kradzieży Amuletu. Nie mówię, że nie jestem winna. Jestem. Ale one są po stokroć większymi dziwkami niż ja. – wytłumaczyła, patrząc na granatowe już niebo. Czuła się, jakby była w trakcie spowiedzi. Jakby spowiadała się samemu Bogu. Miała nadzieję, że słyszy on wszystko to, co mówi. – Okradałyśmy nawet biednych, jedna z nas, zaciągała facetów do łóżka i zabierała mu wszystkie pieniądze. Jednak najznakomitsze akcje prowadziły specjalistki od akrobacji i skradania. Było nas pięć. Ja, Chiva, byłam przywódczynią. Mistrzyni akrobacji to znana wam Shiva. Specjalistka od złodziejstwa, Kaine. I ostatnia już, najważniejsza osoba. Aktoreczka, za którą oglądali się wszyscy faceci&#8230;<br />
Nagle rozległ się strzał. Echo rozeszło się po okolicy, a ludzie zaczęli się rozglądać nerwowo wokół. Małe dzieci zaczęły płakać, a kobiety krzyczeć, bojąc się o siebie.<br />
Na ubraniu Chivy pojawiła się czerwona, wciąż przybierająca większy rozmiar, plama krwi. Ciężki wdech. Jeszcze cięższy wydech. Ostatni. Oczy dziewczyny zatrzymały się w jednym punkcie. Patrzyła w niebo. Tak piękne. Nigdy tego nie doceniła. Nie chciała. Nie zdążyła.<br />
Przez chwilę chwiała się na barierce, a potem jej ciało runęło w dół. Rozległ się odgłos upadającego z dużej wysokości ciała człowieka. Odgłos łamanych kości. Odgłos śmierci.<br />
Mimo otwartych oczu, Chiva nie widziała już nic. Czuła, że nie jest już w miasteczku. Nie leży na kamieniach, a tłum ludzi nie obserwuje jej w zdezorientowaniu. Patrzyła przed siebie. Wszędzie była ciemność. Tylko ciemność. Po prostu koniec.</p>
<p>Ciąg Dalszy Nastąpi&#8230;</p>
<p>Autor opowiadania: Force.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Amulet&#8221; R1</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/amulet-r1/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:28:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=387</guid>

					<description><![CDATA[Zło&#8230; Wydawało się być już pokonane&#8230; Siły ciemności uwięzione w ciemnych otchłaniach&#8230; Okazało się inaczej&#8230; Wszystko zmieniła błękitna błyskotka&#8230; Legendy o latających stworach i groźnych orkach Okazały się prawdziwymi historiami&#8230; „A M U L E T” Rozdział I – Wizyta w Karczmie „Pod Złotą Monetą”&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zło&#8230;<br />
Wydawało się być już pokonane&#8230;<br />
Siły ciemności uwięzione w ciemnych otchłaniach&#8230;<br />
Okazało się inaczej&#8230;<br />
Wszystko zmieniła błękitna błyskotka&#8230;<br />
Legendy o latających stworach i groźnych orkach<br />
Okazały się prawdziwymi historiami&#8230;</p>
<p>„A M U L E T”</p>
<p>Rozdział I – Wizyta w Karczmie „Pod Złotą Monetą”</p>
<p>Ruben nie mógł uwierzyć w to co zrobił. A zrobił to, przed czym Yuris go najbardziej ostrzegała. Miał nie pokazywać nikomu Amuletu. Nikomu!<br />
&#8211; Zobacz! Rycerzu spójrz! To ten Amulet! To TEN legendarny AMULET! – krzyczał podekscytowany chłop, pokazując palcem na szary, gładki kamień z okrągłym niebieskim okiem w środku które świeciło promieniami coraz mocniej.<br />
&#8211; Nie&#8230; – powiedział zmieszany mężczyzna. – Pan się myli. – udawał okłamać mieszczanina. – To zwykła błyskotka. Zapewne wisiorek jakiejś bogatej szlachcianki! Tak, to na pewno wisiorek!</p>
<p>***</p>
<p>Mijały sekundy, minuty i godziny, a fakty, przechodzące przez kolejne usta mieszkańców miasta zamieniały się w bogate plotki. Każdy dodawał coś od siebie, a to co według niego do opowiastki nie pasowało, odejmował&#8230;<br />
Wieczór przyszedł bardzo szybko. Jednak mimo ciemności na uliczkach, mało osób siedziało w domach. Była ciepła noc, więc większość wybierała się na spacery lub do karczm. Do jednej z nich poszła także Wessa. Ubrana w dopasowaną, bardzo krótką, zamszową sukienkę, uwydatniającą jej kształty, wiązaną na biuście rzemykiem dziewczyna ruszała na połów wiadomości o kolejnej robocie dla Gildii Złodziejek. Musiała wygrać zakład z Chivą. Postanowiła sobie, więc musiała. Przystanęła na moment, gdy zobaczyła drzwi, nad którymi wisiała drewniana tabliczka „Pod Złotą Monetą”. Uśmiechnęła się sama do siebie i ruszyła naprzód.<br />
Już na wejściu kilku mężczyzn zwróciło twarz ku niej, a kelnerki popatrzyły z pogardą, po czym odwracały się i szły w przeciwną stronę. Poprawiła swoje proste, rude włosy i zanim doszła do lady, każdy zdążył popatrzeć na nią, chociażby kątem oka. Usiadła na wysokim, drewnianym krzesełku i zaczekała aż podejdzie obsługa. Los jej sprzyjał. Ją miał obsłużyć akurat niezbyt młody już mężczyzna, brunet, na którego włosach zaczynała pojawiać się siwizna.<br />
&#8211; W czym mogę pomóc? – zapytał miło nie patrząc na twarz dziewczyny. Raczej nieco niżej, gdyż dekolt jej sukienki był naprawdę kuszący.<br />
&#8211; Możesz mi pomóc w bardzo wielu sprawach&#8230; – szepnęła uśmiechając się kobieco, po czym zamówiła mały kufer piwa. Kiedy mężczyzna przyniósł jej zamówienie, uwodzenie rozpoczęło się ponownie. – Ile mam Ci zapłacić?<br />
&#8211; Nie płać nic. Tylko nie odchodź jeszcze, błagam. – jęknął męskim głosem, tym razem obserwując twarz Wessy. Jej gładka ciemna cera dodawała jej urody na tyle, że przebijała wszystkie kobiety z okolicy.<br />
&#8211; Jeśli udzielisz mi pewnej bardzo ważnej informacji, zostanę na długo. Z Tobą na całą noc. Pamiętaj, mi na tej wiadomości naprawdę bardzo zależy. – ułożyła kolano na kolanie po czym dodała. – Naprawdę. – po chwili ciszy znowu zaczęła mówić. – Tutaj&#8230; kręci Ci się w ciągu dnia bardzo wiele osób. Rozmawiają z Tobą o swoich problemach, o swoim życiu ale najczęściej przynoszą najświeższe plotki. Mnie interesują te, o bogatych ludziach&#8230; ktoś może ma coś drogocennego w domu&#8230; ktoś może chce to.. stracić? Oczywiście chodzi mi o to czy chce to sprzedać. – wytłumaczyła kładąc w tym czasie swoją delikatną dłoń na szorstkim od dwudniowego zarostu, policzku barmana.<br />
&#8211; Nie wiem nic o tym czy ktoś chce coś sprzedać, ani o tym czy ktoś chce coś stracić. Wiem tyle, że pewien chłop został dziś potrącony przez biegnącego rycerza. Obaj upadli na ziemię. Podobno z dłoni rycerza wypadł piękny kamień. Szary, ze świecącym okiem w środku. Unosił się około stopę nad ziemią. Pewna kobieta powiedziała mi, że to chodzi o ten legendarny Amulet. Ten, który byłby warty naprawdę wiele. Naprawdę wiele. – w tej chwili Wessa położyła palec na ustach mężczyzny Po chwili zerwała się z miejsca i ruszyła ku wyjściu myśląc:<br />
&#8211; „O to mi właśnie chodziło! Nie dość, że będę stała na czele Gildii to jeszcze&#8230; będę w posiadaniu Amuletu, w którego istnienie nie wierzyłam. Którego istnienie&#8230; pomoże mi ustawić się na całe życie.</p>
<p>***</p>
<p>Kiedy po spotkaniu z ojcem Yuris, Ruben wrócił do domu, miał dosyć wszystkiego. Położył się na swym niezbyt miękkim łóżku i zamknął oczy. Zasnął.<br />
Potem pojawił się przed nim blask światła. Gdy wreszcie promienie nieco wygasły, zauważył, że to pływający w powietrzu, szary kamień patrzył w jego stronę swym niebieskim okiem. Jego oczom pojawiały się kolejne obrazy. Najpierw piękna ruda dziewczyna, później amulet w jej dłoni, a na końcu w oddali stali czterej mężczyźni w granatowych pelerynach z kapturami na głowach. Wtedy ponownie otworzył oczy i zobaczył ciemność. Poczuł znowu łóżko pod sobą. Sen dobiegł końca. Jednak wspomnienia pozostały&#8230; Co znaczyły? Tego jeszcze nie wiedział&#8230;</p>
<p>***</p>
<p>Gdy do małego, zaniedbanego pomieszczenia weszła dumnie Wessa, wszystkie jej towarzyszki były już w środku. Gildia Złodziejek była w komplecie, oprócz szefowej. W tym samym momencie, w którym rudowłosa miała zapytać gdzie jest Chiva, za jej plecami odezwał się jej głos:<br />
&#8211; Już myślałam, że nie przyjdziesz. – stwierdziła spokojnie niebezpiecznym głosem.<br />
&#8211; Zmień ton. Mówisz w tym momencie do tej, która zajmuje Twoje miejsce, Chiva.</p>
<p>Ciąg Dalszy Nastąpi&#8230;<br />
_____________________________________________________________</p>
<p>W następnych rozdziałach&#8230;<br />
&#8211; Nie jesteś tu już mile widziana. Odejdź. Jeszcze dziś! &#8211; zażądała Wessa.</p>
<p>&#8211; Zastanawiałem się czy Ci powiedzieć&#8230; Miałem wizję. Wizje podczas snu.</p>
<p>&#8211; Myślę, że powinieneś o czymś wiedzieć. Zeszłej nocy&#8230;</p>
<p>Autor opowiadania: Force</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Amulet</title>
		<link>https://a-f.pl/opowiadania/amulet/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[volix]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Jan 2000 20:25:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://a-f.pl/wp/?p=384</guid>

					<description><![CDATA[„A M U L E T” Fragment Pierwszy &#8211; Intro Rycerz z niedowierzaniem patrzył na to, co trzymał w dłoni. Płaski, elegancko uformowany kawałek złota, z okrągłym niebieskim okiem w środku, które nie wyglądało jak zwykły kolorowy kamyk. Gdy mężczyzna przyjrzał się mu uważniej, dostrzegł,&#8230;]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>„A M U L E T”</p>
<p>Fragment Pierwszy &#8211; Intro</p>
<p>Rycerz z niedowierzaniem patrzył na to, co trzymał w dłoni. Płaski, elegancko uformowany kawałek złota, z okrągłym niebieskim okiem w środku, które nie wyglądało jak zwykły kolorowy kamyk. Gdy mężczyzna przyjrzał się mu uważniej, dostrzegł, że świeci on błękitnym światłem.<br />
&#8211; Co to jest? – zapytał sam siebie i zwrócił wzrok ku leżącej w wodzie, w której stał, wieży. Pomyślał przez chwilę po czym ruszył ku brzegowi. Czym prędzej ubrał swe rzeczy i schował znalezioną błyskotkę.<br />
Gdy po dość długiej drodze, podczas której mimo wszystko szedł bardzo szybko, niepokojąc się znalezionym amuletem, ujrzał kilka metrów przed sobą, bramy miasteczka. Stojący przy wejściu strażnicy znali go, więc nie musiał się zatrzymywać. Skierował się od razu w pewne miejsce. Nie miał czasu na to, by zajrzeć do domu.<br />
Po dojściu do drzwi małego ceglanego budynku, nad którym wisiała wywieszka z napisem „Biblioteka pod Diamentem”, wszedł do niego i od razu jego oczom ukazała się jego dobra znajoma, Yuris. Niebieskooka dziewczyna o długich, rozpuszczonych, kasztanowych włosach i łagodnych rysach twarzy, podeszła do niego witając go:<br />
&#8211; Ruben! Miło cię widzieć. – uśmiechnęła się lekko, jednak gdy zobaczyła, że wysoki brunet nie jest zbyt wesoły i zadowolony dodała: &#8211; Czy coś się stało?<br />
Wtedy mężczyzna sięgnął po amulet i pokazał jej go.<br />
&#8211; Wiem, że jesteś obeznana w takich błyskotkach, kamieniach i innych tego typu sprawach, więc oczekuję, że mnie oświecisz i poinformujesz co to jest. Znalazłem to dość spory kawał drogi za miastem na południe. W wodzie, przy starej pół zatopionej wierzy. – wyjaśnił krótko, patrząc na jej zdziwienie. Dziewczyna wzięła do ręki amulet i dopiero gdy zauważyła świdrujące światłem niebieskie oko, nerwowo przełknęła ślinę.<br />
&#8211; Sprawdzę to. Ale&#8230; musisz mi dać trochę czasu. Przyjdź jutro&#8230; jutro rano. Wtedy wszystko będę już wiedziała.<br />
Dzień minął dość szybko. Rubenowi udało się zapomnieć na jakiś czas o niepokojącej go błyskotce. Popołudniu poszedł do „Karczmy pod Kuflem” znajdującej się naprzeciwko biblioteki, aby się trochę zabawić przed pracą. Czekała go pięciogodzinna warta przy głównej bramie miasta.</p>
<p>***</p>
<p>&#8211; Biedne złodziejki&#8230; Takiego czegoś jeszcze nigdy nie widziałam. Nie da się opływać w luksusach tylko dzięki grabieniu przechodniów, czy też mężczyzn, którzy większość pieniędzy wydają na dziwki! – krzyknęła z wyrzutem Chiva i poprawiła kosmyk włosów, który wypadł z jej dwóch koków, które nosiła na głowie. Spojrzała niebezpiecznie swoimi brylantowymi oczami na swoje cztery towarzyszki, oczekując jakiegoś genialnego pomysłu. Żadna z kobiet nic nie powiedziała. – Nie przekrzykujcie się tak, bo przez to nie słyszę nikogo. – powiedziała z ironią, po czym przeszła przez zaniedbane pomieszczenie, w którym znajdowało się kilka pryczy, dwie szafki i jedna duża szafa połączona z kredensem. – Ehh&#8230; – westchnęła cicho. – Pracuję z idiotkami. – stwierdziła, a nagle z pryczy wstała jedna z dziewczyn, patrząc na Chivę niebieskimi oczami, pełnymi złości.<br />
&#8211; A może sama wreszcie coś wymyślisz?! Wydzierasz się na nas, obrażasz nas, a tak naprawdę sama nic nie robisz! Ale dosyć tego. Gwarantuję, że w ciągu najbliższych trzech dni, wywącham gdzieś robotę dla nas. – zapewniła Wessa, wciąż patrząc Chivie prosto w oczy. Taki miała plan. Znała już słabą stronę liderki Gildii Złodziejek i chciała ją wykorzystać. Czekała tylko na sprzyjające okoliczności. Chiva była osobą, która najpierw mówiła i czyniła, a dopiero potem nad tym myślała.<br />
&#8211; Założysz się, że Ci się nie uda?<br />
&#8211; Jak najbardziej. – na to czekała dziewczyna. Nadeszła pora ostatecznych słów. – Założę się o&#8230; krzesło liderki.</p>
<p>***</p>
<p>Już o wschodzie słońca w miasteczku panował poranny gwar. Ludzie spieszyli się do pracy, otwierali sklepiki, karczmy, poradnie. Każdy miał co robić. Słonce powoli wędrowało ku górze, grzejąc coraz silniej swymi promieniami. Na niebie nie było chmur.<br />
Ruben także miał co robić. Po nocnej warcie, mimo zmęczenia musiał wstać. Chęci do wyjścia dodawała mu myśl, że dowie się skąd pochodzi znaleziony przez niego poprzedniego dnia amulet.<br />
Umył się, ubrał, zjadł śniadanie i wyszedł z małego domku. Kilka chwil później był już w bibliotece. Była jeszcze zamknięta, ale Yuris wpuściła go szybciej, by opowiedzieć o błyskotce. Jej mina nie była wesoła. Wręcz zmartwiona i ponura. Gdy Ruben zapytał co się stało, ona zaczęła opowiadać:<br />
&#8211; Nie wiem czy dobrze się stało, że znalazłeś ten amulet. On&#8230; on należał do najgroźniejszego Maga historii tego kraju. Nie wierzono w jego słowa, gdy był już pokonany. Przed śmiercią napisał list do mego pradziadka, jednego z poprzednich władców miasta, opowiadając o amulecie, który stworzył, który miał przywrócić na ten świat siły ciemności wraz z jego duchem. Kamień, który tutaj widzisz&#8230; – Yuris położyła przed nim amulet &#8211; &#8230;jest jedynym okazem. Wszystkie inne jakie istniały zostały już zniszczone. Wiesz dlaczego? Bo to kamienie o niezwykłej sile. Kamienie, które potrafią nawet cofać czas. Dlatego też, ta błyskotka, przez ciebie znaleziona, jest warta nawet czterech takich miast jak to, a może i więcej.<br />
&#8211; Co za bzdura! Nie wierzę w takie historie o świecących amuletach i groźnych siłach ciemności. Wyrosłem już z bajek. – zadrwił Ruben. Naprawdę to sam nie wiedział już, co myśleć o całej tej chorej sytuacji.<br />
&#8211; A może jeszcze do nich nie dorosłeś? Pamiętaj, że istnienie tego amuletu, również było legendą i bujdą. I tak musi zostać. Przekażę go dziś memu ojcu, by schował go w zamkowym skarbcu. – wtedy mężczyzna przypomniał sobie, że ojcem Yuris był władca miasteczka. Jemu nie należało się sprzeciwiać. – I proszę Cię tylko o jedno&#8230; nie mów nikomu o tym amulecie.<br />
Nastała chwila ciszy. Ruben nie chciał nic mówić, a błękitnooka zastanawiała się nad czymś uważnie. Po chwili przerwała ciszę:<br />
&#8211; Zrobimy inaczej: ty zaniesiesz do mego ojca ten amulet. Mnie mógłby ktoś ukraść albo coś&#8230; – mężczyzna zgodził się. Niechętnie, ale jednak. Wziął amulet, pożegnał się i wyszedł z biblioteki.<br />
Idąc drogą w stronę zamku zastanawiał się nad całą tą historią, jaką opowiedziała mu Yuris. Wciąż nie mógł w nią uwierzyć.<br />
Nagle poczuł, że ktoś na niego wpada z tyłu. Obaj przewrócili się na ziemię. Mężczyzna spieszący się do pracy przeprosił rycerza i pomógł mu wstać. Gdy już miał odchodzić, wielkimi oczyma spojrzał na ziemię pokrytą żwirem, na której coś zobaczył.<br />
&#8211; Zobacz! Rycerzu spójrz! Zaraz&#8230; przecież to jest&#8230; to jest ten legendarny amulet! – wykrzyknął niemalże chłop, a przestraszony Ruben dopiero po jego słowach odkrył brak amuletu w swej kieszeni. Rzeczywiście. Leżał on jak gdyby nigdy nic na ziemi. Mężczyzna przełknął nerwowo ślinę zastanawiając się nad tym, co dobrego uczynił&#8230;</p>
<p>Ciąg Dalszy Nastąpi&#8230;</p>
<p>Autor opowiadania: Force.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
