Naruto

W 1999 roku na japońskim rynku mangowym pojawiło się nowe nazwisko. Nikomu prawie dotąd nieznany początkujący mangaka, zaczął na łamach magazynu Weekly Jump opowiadać swoją historię. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Popularność serii przerosła najśmielsze oczekiwania autora i wydawców. Kim jest ten tajemniczy debiutant?

To Masashi Kishimoto, a manga, o której mowa, nosi tytuł „Naruto”.
Masashi Kishimoto urodził się w 1974 r. w prefekturze Okayama. Jak sam twierdzi, rysowaniem pasjonował się od najmłodszych lat. Jednak przełomem w jego życiu było natknięcie się na mangi… Akiry Toriyamy ( autora Dragon Balla )! Ten rysownik stal się dla niego wzorem i motywacją do rozpoczęcia własnej kariery. Oprócz tego niektóre wątki, szczególnie humorystyczne, mogą się wydawać znajome czytelnikom mang Toriyamy.

***A teraz na temat samej mangi***

„Naruto” to przede wszystkim spora dawka humoru i walki. Nie sposób nie zauważyć jednak, że treść często skupia się wokół takich tematów, jak wartość i cena marzeń, różne aspekty miłości, a wreszcie – czym naprawdę jest życie. Oczywiście nic nie jest powiedziane wprost. Jeśli idzie o kreskę, to opinie są różne. Jest ona dość prosta, ale jednocześnie ma w sobie to „coś”. Po prostu pasuje do klimatu opowieści. Niesamowita jest przy tym mimika postaci. Umiejętność wyrażania emocji bohaterów za pomocą wyrazu twarzy i gestów – rzadko spotyka się takie mistrzostwo. Zresztą to właśnie bohaterowie, a nie akcja, są najważniejsi i stanowią, moim zdaniem, o tak wielkim sukcesie i popularności tej mangi.

***Kolej na serie anime***

Pierwszy odcinek pojawił się na kanale TV Tokyo, trzeciego października 2003 r., o godzinie 6:30 rano. Przejdźmy jednak do konkretów. Animatorzy nie narażają nas na zbytnie ryzyko, podążając stosunkowo wiernie za tokiem wydarzeń przedstawionych w mandze. Oczywiście są pewne różnice. Głównie chodzi mi tu o momenty w jakich pojawiają się niektóre postacie. Przy okazji dodano parę odcinków, których nie ma w mandze. Drugą rzucającą się w oczy kwestią, jest – jak w każdym anime – design. Postacie odtworzone są starannie, nie ma wątpliwości, kto jest kim. I to chyba wszystkie plusy. Producenci serii dokonali praktycznie niemożliwego. Jeszcze bardziej uprościli kreskę Kishimoto, co niestety nie wyszło anime na zdrowie. Do tego niektóre ujęcia są żywcem przerysowane z mangowych kadrów. Następnie mamy animację. W kilku słowach, jest średnia. Niektóre animacje były robione techniką, która może zaskakiwała 5 lat temu, a nie teraz w dobie komputerowej obróbki obrazu. Pomimo to anime ogląda się bez większych problemów. Ostatnią sprawą jest dźwięk. I wreszcie dochodzimy do kwestii openingu i endingu. Najpierw zajmijmy się openingiem. Miałem do czynienia z jego dwoma rodzajami, „Rocks” w wykonaniu Hound Dog i „Haruka Kanata” w wykonaniu Asian Kung-Fu Generation. Oba są świetne i moim zdaniem idealnie pasują do serii. Następnie endingi. Ich tak samo słyszałem dwa, „Wind” w wykonaniu Akeboshi i „Kikoemasu ka” nieznanego mi wykonawcy. W tym przypadku tylko pierwszy wypada dobrze. Drugi ending jest moim zdaniem zbyt cukierkowy i spokojny. Saund track z serii „Naruto” jest po prostu wypasiony. głównym jego autorem jest Toshiro Masuda. Doskonale połączył nowoczesny rock i stare brzmienie japońskich instrumentów ( głównie fletu ).
To wszystko sprawia że zarówno manga jak i anime „Naruto” jest super pozycją dla każdego fana japońskiej kreski.

Autor recenzji: Taz