„Amulet” R1

„Amulet” R1

Zło…
Wydawało się być już pokonane…
Siły ciemności uwięzione w ciemnych otchłaniach…
Okazało się inaczej…
Wszystko zmieniła błękitna błyskotka…
Legendy o latających stworach i groźnych orkach
Okazały się prawdziwymi historiami…

„A M U L E T”

Rozdział I – Wizyta w Karczmie „Pod Złotą Monetą”

Ruben nie mógł uwierzyć w to co zrobił. A zrobił to, przed czym Yuris go najbardziej ostrzegała. Miał nie pokazywać nikomu Amuletu. Nikomu!
– Zobacz! Rycerzu spójrz! To ten Amulet! To TEN legendarny AMULET! – krzyczał podekscytowany chłop, pokazując palcem na szary, gładki kamień z okrągłym niebieskim okiem w środku które świeciło promieniami coraz mocniej.
– Nie… – powiedział zmieszany mężczyzna. – Pan się myli. – udawał okłamać mieszczanina. – To zwykła błyskotka. Zapewne wisiorek jakiejś bogatej szlachcianki! Tak, to na pewno wisiorek!

***

Mijały sekundy, minuty i godziny, a fakty, przechodzące przez kolejne usta mieszkańców miasta zamieniały się w bogate plotki. Każdy dodawał coś od siebie, a to co według niego do opowiastki nie pasowało, odejmował…
Wieczór przyszedł bardzo szybko. Jednak mimo ciemności na uliczkach, mało osób siedziało w domach. Była ciepła noc, więc większość wybierała się na spacery lub do karczm. Do jednej z nich poszła także Wessa. Ubrana w dopasowaną, bardzo krótką, zamszową sukienkę, uwydatniającą jej kształty, wiązaną na biuście rzemykiem dziewczyna ruszała na połów wiadomości o kolejnej robocie dla Gildii Złodziejek. Musiała wygrać zakład z Chivą. Postanowiła sobie, więc musiała. Przystanęła na moment, gdy zobaczyła drzwi, nad którymi wisiała drewniana tabliczka „Pod Złotą Monetą”. Uśmiechnęła się sama do siebie i ruszyła naprzód.
Już na wejściu kilku mężczyzn zwróciło twarz ku niej, a kelnerki popatrzyły z pogardą, po czym odwracały się i szły w przeciwną stronę. Poprawiła swoje proste, rude włosy i zanim doszła do lady, każdy zdążył popatrzeć na nią, chociażby kątem oka. Usiadła na wysokim, drewnianym krzesełku i zaczekała aż podejdzie obsługa. Los jej sprzyjał. Ją miał obsłużyć akurat niezbyt młody już mężczyzna, brunet, na którego włosach zaczynała pojawiać się siwizna.
– W czym mogę pomóc? – zapytał miło nie patrząc na twarz dziewczyny. Raczej nieco niżej, gdyż dekolt jej sukienki był naprawdę kuszący.
– Możesz mi pomóc w bardzo wielu sprawach… – szepnęła uśmiechając się kobieco, po czym zamówiła mały kufer piwa. Kiedy mężczyzna przyniósł jej zamówienie, uwodzenie rozpoczęło się ponownie. – Ile mam Ci zapłacić?
– Nie płać nic. Tylko nie odchodź jeszcze, błagam. – jęknął męskim głosem, tym razem obserwując twarz Wessy. Jej gładka ciemna cera dodawała jej urody na tyle, że przebijała wszystkie kobiety z okolicy.
– Jeśli udzielisz mi pewnej bardzo ważnej informacji, zostanę na długo. Z Tobą na całą noc. Pamiętaj, mi na tej wiadomości naprawdę bardzo zależy. – ułożyła kolano na kolanie po czym dodała. – Naprawdę. – po chwili ciszy znowu zaczęła mówić. – Tutaj… kręci Ci się w ciągu dnia bardzo wiele osób. Rozmawiają z Tobą o swoich problemach, o swoim życiu ale najczęściej przynoszą najświeższe plotki. Mnie interesują te, o bogatych ludziach… ktoś może ma coś drogocennego w domu… ktoś może chce to.. stracić? Oczywiście chodzi mi o to czy chce to sprzedać. – wytłumaczyła kładąc w tym czasie swoją delikatną dłoń na szorstkim od dwudniowego zarostu, policzku barmana.
– Nie wiem nic o tym czy ktoś chce coś sprzedać, ani o tym czy ktoś chce coś stracić. Wiem tyle, że pewien chłop został dziś potrącony przez biegnącego rycerza. Obaj upadli na ziemię. Podobno z dłoni rycerza wypadł piękny kamień. Szary, ze świecącym okiem w środku. Unosił się około stopę nad ziemią. Pewna kobieta powiedziała mi, że to chodzi o ten legendarny Amulet. Ten, który byłby warty naprawdę wiele. Naprawdę wiele. – w tej chwili Wessa położyła palec na ustach mężczyzny Po chwili zerwała się z miejsca i ruszyła ku wyjściu myśląc:
– „O to mi właśnie chodziło! Nie dość, że będę stała na czele Gildii to jeszcze… będę w posiadaniu Amuletu, w którego istnienie nie wierzyłam. Którego istnienie… pomoże mi ustawić się na całe życie.

***

Kiedy po spotkaniu z ojcem Yuris, Ruben wrócił do domu, miał dosyć wszystkiego. Położył się na swym niezbyt miękkim łóżku i zamknął oczy. Zasnął.
Potem pojawił się przed nim blask światła. Gdy wreszcie promienie nieco wygasły, zauważył, że to pływający w powietrzu, szary kamień patrzył w jego stronę swym niebieskim okiem. Jego oczom pojawiały się kolejne obrazy. Najpierw piękna ruda dziewczyna, później amulet w jej dłoni, a na końcu w oddali stali czterej mężczyźni w granatowych pelerynach z kapturami na głowach. Wtedy ponownie otworzył oczy i zobaczył ciemność. Poczuł znowu łóżko pod sobą. Sen dobiegł końca. Jednak wspomnienia pozostały… Co znaczyły? Tego jeszcze nie wiedział…

***

Gdy do małego, zaniedbanego pomieszczenia weszła dumnie Wessa, wszystkie jej towarzyszki były już w środku. Gildia Złodziejek była w komplecie, oprócz szefowej. W tym samym momencie, w którym rudowłosa miała zapytać gdzie jest Chiva, za jej plecami odezwał się jej głos:
– Już myślałam, że nie przyjdziesz. – stwierdziła spokojnie niebezpiecznym głosem.
– Zmień ton. Mówisz w tym momencie do tej, która zajmuje Twoje miejsce, Chiva.

Ciąg Dalszy Nastąpi…
_____________________________________________________________

W następnych rozdziałach…
– Nie jesteś tu już mile widziana. Odejdź. Jeszcze dziś! – zażądała Wessa.

– Zastanawiałem się czy Ci powiedzieć… Miałem wizję. Wizje podczas snu.

– Myślę, że powinieneś o czymś wiedzieć. Zeszłej nocy…

Autor opowiadania: Force